brak słów to mało ,żeby opisać ten biznes.

dziadostwo kupującego i w zasadzie chamstwo z górnej półki nie spodziewałem się ,że tak się to skończy. jak dotąd podsumowując lata handlu, lata wstecz miałem do czynienia ze złodziejem z Gdańska ,dziś trafił się  „bizesman” z okolicy Poznania . czy się wstydzić ? można zajebiście naprawdę jest czego!

 

do rzeczy .

 

po przyjeździe na miejsce do mnie w piątek ( 04.10.2013 ) „kupujący” wyraził chęć zakupu samochodu , obejrzał auto powiedział ,że jest ono dla jego znajomego , który jest producentem kapci czy laczków ze skóry z  Nowego Targu lub  Nowego Sącza ( nie pamiętam i nie istotne ponieważ myślę,że to była fikcja). Cena jaką zaproponowałem za samochód w internecie to 9.900 złotych ale na miejscu moja propozycja to  żenujące 8.500 złotych z naciskiem na słowo żenujące !

kupujący zgodził się i dodatkowo był zainteresowany przewiezieniem samochodu do miejscowości Pniewy gdzie prowadzi biznes (sklep).  powiedziałem ,że w przypadku kiedy sprzedaję samochód koszty transportu to 1 zł za każdy kilometr przejechanej trasy (nie wg. mapy tylko wg. realnych kilometrów) .to jest kwota pokrywająca koszty podróży i straconego czasu nie zarobkowa bo nie uprawiam czynu społecznego.  zarabiam na samochodzie więc prezentem jest dowiezienie do kupującego auta za tą sumę. zresztą co ważne dla mnie jest to męka i wolę zawsze jak kupujący sam sobie zorganizuje transport we własnym zakresie. oferta jest dla tych , którzy mają z tym problem, wychodzę im na przeciwko ale godzić się nie trzeba.

zawsze przed wyjazdem pobieram  równowartość trasy jaką będę musiał przejechać w tym przypadku wyszło ponad 200 kilometrów  ale otrzymuję od „wielkopolskiego kupca”równo 200zł .

myślę sobie ,te parenaście złotych ewentualnej różnicy skasuję przy rozliczaniu się za samochód na miejscu po rozładunku.

jest sobota (05.10.2013) to dzień ,w którym staram się być z rodziną ale w związku z tym ,że umówiłem się z kupcem na transport dotrzymuje słowa pakuję mercedesa i wiozę do miejscowości Pniewy.

„kupujący” na miejscu wskazuje jako miejsce do rozładowania warsztat mechaniki pojazdowej gdzie samochód będzie rzekomo remontowany – tam zostawiam auto.

….w związku z tym ,że czytający nie jest w temacie muszę cofnąć się nieco w czasie do poprzedniego dnia czyli:  jest wieczór (piątek 04.10.2103) . po wyjeździe ode mnie „wielkopolskiego kupca” z którym umówiłem się ostatecznie na cenę 8.500 złotych , miałem jeszcze kilka telefonów w sprawie mercedesa – ogłoszenie w internecie było wciąż aktywne, poza tym wcześniej prowadziłem rozmowy z kilkoma osobami.

wcześniej również kilku osobom na ich prośbę wysłałem więcej zdjęć samochodu na emaila.

 w ten dzień wieczorem zadzwonił m.in. gość , któremu wcześniej wysyłałem foto , zadzwonił z chęcią sfinalizowania zakupu sl-ki.

odpowiedziałem ,że właśnie wyjechał ode mnie kupujący i w zasadzie temat jest nie aktualny ponieważ umówiliśmy szczegóły interesu i pobrałem symboliczną kwotę na transport. gość nie mógł tego przeżyć i proponował mi ,że wpłaci całą sumę 9.900 złotych ,żebym nie sprzedawał.

z żalem ale twardo wytłumaczyłem ,że wyznaję zasadę , „słowo jest droższe od pieniędzy” i zrezygnowałem z propozycji pomimo ,że pan chciał wpłacić 1400 złotych więcej ! jak ustaliłem z „wielkopolskim kupcem”.

… więc całą drogę do Pniew byłem myślami z dnia wczorajszego. myślałem sobie tak,  nie daj Boże jak powiem „wielkopolskiemu kupcowi” na miejscu w Pniewach, że droga to koszt 220 zł   a on nie będzie chciał dopłacić tych 20 zł to robię odwrót z samochodem do domu.

ogólnie żałowałem ,że sprzedaję, było duże parcie na ten samochód ze strony zainteresowanych klientów. bez problemu czułem ,że mogłem uzyskać większa kwotę, naprawdę było zainteresowanie. cena była bardzo rozsądna pomimo braków, ale siła wyższa umówiłem się, poszło słowo i koniec, najważniejsze jest SŁOWO!

ok, po rozładowaniu samochodu  jedziemy pod „biznes kupującego” ( nie piszę gdzie, mam w sobie kulturę i nie kopie leżącego dziada) , wchodzimy do pomieszczenia „kupujący” częstuje kawą , wymieniamy kilka zdań i chcąc się zbierać biorę się za liczenie pieniędzy za samochód ,które przygotował  „kupujący wielkopolanin”.

liczę, dobijam do końca i wówczas  słyszę od kupującego :” jest 8.400 zł nie mam tej stówy bo jakiś kredyt niespodziewanie mu z konta zszedł ” –  coś takiego, jakieś bzdury….  już mnie to zaniepokoiło , ale ,że mam taką wewnętrzną wiarę w ludzi i zawsze staram się mieć do nich zaufanie , ograniczone ale zaufanie , wierzę w zapewnienia „kupującego”,że do końca nadchodzącego tygodnia będzie przejeżdżał przez nową sól i dowiezie mi te brakujące 120 zł . skąd pozostałe 20 ? właśnie za podróż,  ponieważ w jedną stronę było 110 km czyli licząc po 1 zł za kilometr w dwie strony daje 220 złotych. przypominam,że to nie koszty usługi bo za taka usługe pobieram kwotę co najmniej razy dwa, to prezent czyli tylko zwrot kosztów.

„kupujący” zapewnia mnie na odchodne ,że zwróci pieniądze. w zasadzie sugeruje ,że w ogóle nie powinienem mieć wątpliwości co do tego faktu i fopa z mojej strony jest mieć nawet takie myśli ,że nie odda.  niechętnie ale ufam i odjeżdżam do domu.

wracając układałem sobie myśli w głowie i całą drogę żałowałem ,że tak postąpiłem ,że nie było we mnie konsekwencji ale myślałem sobie przecież nie możliwe jest ,żeby „kupiec” nie oddał mi takiej sumy jak 120 złotych tym bardziej  ,że samochód nie jest niby dla niego i nie on to opłaca , po drugie prowadzi wydaje się poważny biznes w Pniewach,  więc zacieram czarne myśli , wiara w człowieka dominuje.

cały kolejny tydzień z  niecierpliwością oczekuję na koniec tygodnia ,spotkanie z „wielkopolskim kupcem”  i zwrot 120 zł.

suma nie jest powalająca ,nie chodzi tu o sumę tylko o coś więcej.

nadchodzi koniec tygodnia czyli czas ,w którym „wielkopolski kupiec” miał się pojawić w nowej soli i zwrócić dług a tu — cisza !!

nie ma ani kupca, ani choćby telefonu dlaczego tak się dzieje.

dzwonię , odbiera i okazuje się ,że będzie ale w poniedziałek !!!  taka mała korekta na moją potrzebę.

KURWA, zaciskam zęby , spokojnie czekam.

nadchodzi poniedziałek , i co ? i gówno , nikogo nie ma ,nikogo nie słychać w słuchawce , dzwonię — cisza ! nikt nie odbiera raz drugi , trzeci !!

pisze smsa  o następującej treści dosłownie:

„Paradoksalnie czułem, że tak będzie.dobrze to było rozegrane bo jakbym po przyjeździe wiedział,że nie jesteś wypłacalny oddał bym te nędzne 200zł i wrócił z samochodem do domu. 4 terminy już podawałeś! jestem zażenowany twoim podejściem do tematu.” – wysłany dn.15.10.2013 godz 7.38

 sms pozostaje bez odpowiedzi !!

czuję ,że tych pieniędzy nie odzyskam ale również dochodzi do mnie ,że coś o czym miałem świadomość czyli wszelkiego rodzaju mniejsi czy więksi wałkowicze istnieją ale nie mieli do mnie dostępu ponieważ nie dawałem im pola do popisu a tu proszę jak dałem się wypuścić „zawodowcowi z wielkopolski” !

nie,  mało tego, trzymając się swoich zasad okazuję się ,że są gówno warte . słowo jest droższe od pieniędzy przegrało z gównianym „kupcem” , który połakomił się na 120 złotych  a ja w imię honoru rezygnuję w obliczu słowa z tysiąca czterystu złotych , które mogłem mieć przyjmując wpłatę od gościa , który nalegał ,żeby mógł mi przesłać za samochód.

nigdzie bym nie jechał , nie tracił połowy soboty (a tak w zasadzie to całej) bo od rana do późnego popołudnia zleciało z tym transportem.

ale kontynuując , więc mamy już trzeci termin zwrotu , pierwszy na miejscu, drugi w przyszłym tygodniu trzeci w poniedziałek !!

cały czas cisza ze strony „wielkopolskiego kupca” , ale ja ciągnę temat z ciekawości bardziej i w związku z tym ,że pisząc to teraz nie mam żadnych wyrzutów sumienia , wręcz powinienem wskazać dokładnie gdzie ten dziad urzęduje, tak WIELKOPOLSKI DZIAD !

jeżeli tak wygląda przedsiębiorczość wielkopolska ,że wałkuje się na takie podłe sumy i w takich okolicznościach to ubolewam, zawsze jak dotąd choć jestem  lubuskiego to wielkopolske stawiałem za wzór przedsiębiorczości, choć wiem,że jedna jaskółka wiosny nie czyni poważnie zachwiało to moim podejściem do tego tematu.

dzwonię kolejny raz po napisaniu smsa , na którego normalny człowiek tylko gdzieś chwilowo zbłąkany czy zamyślony natychmiast by odpisał a brak takowego odpisu potwierdził mi tylko ,że moja diagnoza była właściwa, szkoda ,że po czasie.

dodzwaniam się!  ojej, „kupujący” jest zbulwersowany co ja mu tam napisałem za smsa !! ale uderzenia się w pierś czy choćby przepraszam , a gdzie tam!!  ale kontynuując tą wątpliwie przyjemną rozmowę , „biznesman” nadal zapewnia mnie, że co to jest 120 złotych!  przecież to nic!   oczywiście ,że odda bez problemu odda, prosi o podanie numeru konta!

zadaje pytanie kiedy wyśle pieniądze , odpowiedź brzmi na drugi dzień .

wysyłam smsa z kontem 19.10 . dziś jest 22.10.2013roku  , pieniędzy nie ma i JA JUŻ ICH NIE OCZEKUJĘ !

do końca mojego życia handlowego przy każdej nadarzającej się okazji będę opowiadał jak to miałem do czynienia z zajebistym „kupcem” z okolicy Poznania na mercedesa sl  który wyprostował mnie na 120 ZŁOTYCH , ŻENUJĄCE TO MAŁE SŁOWO ,ŻEBY PODSUMOWAĆ TO NIEPRAWDOPODOBNE  DZIADOSTWO.

życie mnie wciąż zaskakuje, wciąż przekonuje się ,że czujność i nieufność jest lepsza od pozytywnego podejścia do ludzi, trzeba być bezwzględną świnią w konfrontacji z klientem bo inaczej klient rozjedzie walcem przy pierwszej lepszej okazji .

biznesmen, prowadzący dużą wydawało by się działalność, nie on rzekomo finansujący temat a połakomił się na 120 złotych!!

PNIEWY OD DZIŚ DLA MNIE KOJARZONE BĘDĄ TYLKO Z TYM BIZNES DZIADEM.

kto czyta i zna producenta takich kapci ze skóry proszę przekazać te fakty lub wysłać link do tego artykułu , niech nowy właściciel ma świadomość w jakich okolicznościach kupił swój nowy wóz.  Nowy Targ lub Nowy Sącz , choć wg. mnie powtarzam to blef.

 poniżej tekst i foto ,który napisałem zaraz po sprzedaży , kiedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy ,że tak to się zakończy . nie chcę wymazywać ponieważ są też inne opisy nie związane z tą szokującą dla mnie sprawą tylko dotyczące samego zakupu czy auta, na końcu było nawet „przyjacielskie ” zdjęcie z kupującym jeszcze przed tym jak okazało się ,że brakuje 120zł, zrobiłem tylko korektę na czaszce.

…….Średnio taki model samochodu to 20.000 złotych z odchyłką bardziej na plus jak na minus , wprawdzie otrzymujemy za tą sumę auto kompletne ( nie zawsze)  ale ! Pytanie w jakim stanie jest nadwozie i poszczególne elementy , choćby te , których w moim brakowało?

Cóż z tego ,że płacąc 20.000 złotych kupimy samochód kompletny kiedy stan tych elementów będzie kwalifikował je nie do naprawy tylko do wymiany. Zderzaki nie rzadko są pordzewiałe z dziurami dosłownie , nawet jak są całe  to w  większości przypadków trzeba je chromować, lampy z fatalnymi lustrami , dachy –  sam stelaż przeważnie  nie kwalifikuje go do wymiany jedynie do odświeżenia bądź naprawy ale poszycia w większości przypadków to podarte ścierwa. Piszę cały czas o mercedesie SL z dolnej półki cenowej czyli 20.000 złotych. Sprawa oczywistą jest ,że są w ofertach auta w ładnym stanie ogólnym ale wówczas cena to na pewno nie 20.000 złotych tylko dużo więcej.

Wracając do tematu skoro cena ( poniżej 10.000zł ) uwzględniała to ,że poszczególnych elementów brakuje to mamy potem możliwość poszukiwania ich w takim stanie jaki nam będzie odpowiadał. Brakujące części są banalne , dysponując nimi jesteśmy w stanie „ubrać” w nie auto w ciągu dwóch godzin gdzie w większości czas poświęcimy na montaż dachu.

Ogólnie podsumowując, słabe rozpoznanie tematu przez kupca polskiego, „kilka osób” ofertę jednak widziało , zakładając nawet ,że 30 % z nich to osoby nie przypadkowe tylko zainteresowane modelem to można było spodziewać się czegoś więcej po ogłoszeniu.

Za 10.000 złotych nie ma ofert na mercedesa SL. Zakładając nawet ,że ktoś kupił samochód w Usa to koszty podróży i później opłat celno skarbowych to już więcej jak połowa tej sumy , gdzie więc koszty auta.

Oferta była znakomita , nie dlatego ,że to ja sprzedawałem auto , stało się tak ponieważ połączyło się kilka okoliczności. Począwszy od Niemca , który kupił auto w Usa płacąc za nie 5000 dolarów do tego fracht i opłaty celne to  już spokojnie ponad 20.000 zł , zabrał wspomniane elementy do drugiego egzemplarza.

Sprzedał auto sporo tracąc na interesie , a po zakupie ja  mogłem sobie pozwolić dalej odsprzedać po przywiezieniu z Niemiec w bardzo dobrej cenie.

Liczył się refleks oglądającego anons i szybka diagnoza. Kupujący , z którym docelowo zrobiłem interes przyjechał na miejsce i umówiliśmy szczegóły. Ustaliliśmy również ,że mam dowieść samochód na miejsce wskazane przez kupującego , często pojawia się takie pytanie przy okazji zakupu auta czy jestem w stanie dostarczyć auto. W takim przypadku kiedy ktoś kupuje ode mnie samochód koszty transportu w dowolne miejsce w Polsce to koszt 1 zł za każdy przejechany kilometr.

Standardem jest ,że kupujący ogląda samochód na podstawie dużej dokumentacji zdjęciowej jaką robię dla klienta ,plus dokładny opis słowny i na bazie tego nie widząc samochodu na żywo kupujący podejmuje decyzję o zakupie, tak było  w większości przypadków. W przypadku mercedesa kupujący mógł sobie pozwolić na osobiste oględziny ponieważ odległości były nieduże.

Klient na miejscu decydując się na zakup płaci mi tylko koszty transportu a całą kwotę za pojazd po jego dostarczeniu pod adres, tak też było w przypadku mercedesa.

W piątek kupiec przyjechał zobaczyć samochód, ustaliliśmy cenę a w sobotę zawiozłem auto na miejsce.

Z mojej strony cała procedura zakupu jest klarowna , mało tego słowo jest droższe od pieniędzy przykładem niech będzie to ,że po oględzinach przez kupującego i ustaleniu szczegółów transakcji w piątek wieczorem rozdzwonił się telefon w sprawie mercedesa( nie zdążyłem jeszcze zlikwidować ogłoszenia) .

Wcześniej wysyłałem kilku osobom więcej foto mercedesa, oddzwonił pan , któremu wysyłałem foto ,że jest zainteresowany zakupem , powiedziałem ,że wprawdzie samochód jest jeszcze u nie ale jutro wiozę go do kupującego czyli jest sprzedany. Oferował ,że w tej chwili wyśle mi na konto całą sumę za samochód . Była to kwota 1400 zł większą jak tą którą ustaliłem z kupującym ( wcześniej powiedziałem jaka to kwota) .

Nie skorzystałem z okazji , czy blefował? Nie sądzę , nie było powodów w zasadzie nic nie stało na przeszkodzie ,żebym te pieniądze przyjął ale zawsze stawiam siebie w takiej sytuacji jakbym to ja pojechał do kogoś po auto dał pieniądze na koszty transportu a ktoś zadzwonił by ,że auto sprzedał komu innemu.

Tak jest , to nie jest margines , myślę ,że 95 % wzięło by kwotę 1400 złotych i wymyśliło cokolwiek kupującemu ,żeby się wycofać .

Pisze to celowo , nie koncentruję się na tym ,że to ja,  to powinno być normalne ale nie jest, co do tego chyba czytający nie ma wątpliwości a jak ma to rozwiewam, to standard !

Napisać to wypadało ,żeby rozjaśnić umysły jak się handluje a żałosne jest to ,że powinno być to oczywiste a nie jest bo ja absolutnie nie czuje się wyróżniony.

Jedyne co mnie irytuje właśnie w tym kontekście ,że klient jak dzwoni to interesuje go tylko ,żeby cena była żenująca. To mnie strasznie wkurwia, dziadostwo co niektórych pytających jest nie do zaakceptowania. Tacy biznesmani  kompletnie nie zdają sobie sprawy ,że nie tylko cena jest ważna.

W opisie aut na stronie „STARA MOTORYZACJA” gdzie pokazuje różne pojazdy jakie miałem okazję posiadać jest jeden pojazd ( tylko z grzeczności nie opisuję sytuacji ), który sprzedałem a kupujący po czasie okazał się śmierdzącym dziadem i słoma z jego obuwia mu wystawała.Jakbym mógł cofnąć czas i wiedział bym ,że tak będzie to nie byłbym zainteresowany goszczeniem tego towarzystwa w swych progach . To chamstwo zakrapiane skurwysyństwem nic poza tym. Ale żebym wiedział ,że się przewrócę to bym się położył.

teraz jak się okazuje po tym co opisałem na początku a co było przy okazji sprzedaży tego mercedesa to co spotkał mnie wcześniej to jest nic.

Poniżej foto z oferty mercedesa przed moim zakupem ,na którą zareagowałem. Brak na foto dachu twardego , poza tym nie widać zbyt wielu szczegółów .

Anons był krótki :

” brak zderzaków lamp , licznika , brak elementów dachu. silnik pracuje , uszkodzona pompa paliwa , zbiornik zanieczyszczony. ogólna korozja . tylko odholowanie. wskazana wcześniejsza inspekcja.”

bez numeru telefonu.

 

MERCEDES W107 350 SL , 1977 rok.

Po przyjeździe na miejsce miłe zaskoczenie , mercedes stoi gotowy do załadunku  i ma założony dach twardy czyli hard top. Sprzedający bardzo grzeczny i kulturalny , nazwisko nie typowo niemieckie sugerowało ,że pochodzenie pana jest inne co potwierdziło się kiedy zapytałem o ten temat. Z pochodzenia Litwin , piszę to ponieważ jestem szczęśliwy z tego powodu,że trafiłem na taką osobę a nie na klasycznego Niemca. Grzeczność , zaufanie do polaka , pełna kultura osobista u człowieka naprawdę zamożnego,żeby była klarowna sytuacja, przy Niemcu natychmiast bym odczuł ,że jestem dziad przybywający z ubogiej Polski.

Jeżeli chodzi o Niemców do tematu podchodzę już dłuższy czas ale nie mogę się zmobilizować ,żeby ruszyć ten temat. Jest tak obfity ,że boje się zaczynać bo musiał bym  pisać i nie spać,  ale ten głęboki temat przede mną.

Foto po załadowaniu auta przed firmą sprzedającego.

 

MERCEDES W107 350 SL , 1977 rok plus foto
« 1 4 »