• Uczciwość słowność kultura - To podstawy mojej egzystencji

Klasyki Motoryzacji. Motocykle, samochody- zdjęcia i filmy.

 W formie wstępu krótka instrukcja.

Do każdego „tematu” załączam zdjęcia (staram się robić ich jak najwięcej), są również filmy i opis. Myślę, że zdjęcia mogą zainteresować miłośników motoryzacji, wielokrotnie są na nich pojazdy w oryginalnym niezmiennym od wyjazdu z fabryki stanie. Z kilkudziesięciu zaprezentowanych pojazdów (w miarę możliwości czasowych załączam kolejny materiał) myślę, że miłośnicy starej motoryzacji znajdą coś dla siebie.

Proszę kliknąć w foto z pojazdem, który Państwa zainteresował lub w niebieski link z jego nazwą w tekście poniżej. Jeżeli chodzi o przeglądnie zdjęć, kliknięcie „w zdjęcie” spowoduje przesunięcie na kolejne ujęcie, powiększyć każde zdjęcie możemy poprzez kliknięcie pod foto w niebieski oryginalny rozmiar zdjęcia, wówczas zdjęcie otworzy się w większych rozmiarach. Dodatkowo klikając jeszcze raz myszką w foto spowodujemy powiększenie zdjęcia do jego docelowego rozmiaru.

ZAPRASZAM.

 

Na wstępie krótki film , który był nakręcony żeby zaprezentować motor MZ ES 250/2 rok 1972 przed sprzedażą , jak wygląda , jak pracuje itd.

Chodziło o to ,żeby kupiec przed przyjazdem mógł zobaczyć nieco więcej jak tylko kilka zdjęć a ,że nie lubię smutku wyszło tak jak widać  .

W 30 sekund „aktorzy” przygotowali się do wejścia na wizję ,ten czas był przeznaczony  tylko  na odzianie się w kostium milicjanta, reszta czyli Zdzichu , jest (był + 04.01.15.) zawsze gotowy  „z marszu” do wszelkich zadań , to partyzant z wyciętego lasu dosłownie bo był kiedyś leśniczym ale życie pokierowało go w inna stronę . Potrzebny był ktoś do trzymania aparatu i trafił się kolega Mariusz z Kargowej , który  ledwo wyszedł ze szpitala i z drutami w ramieniu celował na nas . Zapraszam.

Motor kupiony od pana z Lubska choć pochodził ze Świebodzina. Posiadał motor od nowości , MZ-tka była  jego „oczkiem w głowie” . Zadbana, w pełni sprawna , zarejestrowana i ubezpieczona. Właściciel miał możliwości w związku z wykonywanym zawodem i wszystkie zewnętrzne śruby w motocyklu zamienił z oryginału na nierdzewne. Dodatkowo na wzór oryginału ze stali nierdzewnej została zrobiona nóżka centralna, bagażnik na tył i stopka boczna . Wszystkie te zmiany poprawiły jego walory wizualne i czyniły go wyjątkowym bo jedynym w swoim rodzaju. Wszystko było zrobione bardzo dokładnie.

Jeżeli chodzi o sam motocykl MZ to został już sprzedany w okolice Wielunia .

Zróbmy teraz przerwę i zapraszam na mały konkurs na spostrzegawczość, żeby trochę wyklarować sytuację ja amatorsko również biegam.

Nie unikam biegów ulicznych na różnych dystansach od 10km do maratonu włącznie ale teraz skoncentrujmy się na biegu na dystansie 10km. Więc, żeby nie było całkiem nudno i monotonnie mam za sobą 4 biegi (Zielona Góra, Lubin, Gubin, Poznań) na dystansie 10km w pełnym rynsztunku czyli jak na filmie z mz  . Zimowy mundur filcowy, kask, gogle motocyklowe, rękawice motocyklowe, musowo pała w dłoni. Matematycznie – na sucho wszystko waży 8 kg. Zaczynam biec i po kilkuset metrach całość nabiera wody (tu w formie potu) jak titanik, czyli kostium ją wpuszcza i nie wypuszcza zwiększając obciążenie to jedna sprawa ale zdecydowanie bardziej uciążliwe jest to,że w goglach robi się para i nic przez nie nie widać.  Ktoś powie psych ja wiem ale jest wesoło i to mnie bawi.

Na dole zobaczycie teledysk znanego artysty Mezo, proszę posłuchać ale jednocześnie zobaczyć, miałem okazję się załapać na kadr na mecie biegu w Poznaniu.Oczywiście służbowo czyli w mundurze. Kto mnie odnajdzie?

Zapraszam

 

Poniżej kilka filmów „z trasy”.   Koncentruję się  głównie  na volkswagenach typu  t1 i t2 , jest ich coraz mniej po pierwsze a po drugie zobaczyć takie coś w ruchu to dodatkowa satysfakcja. 

 

 

Volkswagen t1 , jako wóz straży pożarnej gdzie ? oczywiście ich dom, czyli Niemcy.

Volkswagen t1 , jako autocamping , autostrada niemiecka ale samochód ze Szwecji . W tym przypadku musiałem się zatrzymać ,żeby nakręcić ten pojazd po raz drugi stąd dwa krótkie  filmy tego samego auta .

.

 

Volkswagen , t2 , autocamping , autostrada Niemcy .

 

 

właściciel

Przedstawiam samochód  MIKRUS  mr-300 , numer nadwozia mr1-953, rok produkcji 1959 , produkowany na podobieństwo niemieckiego gogomobila, który był jego protoplastą . Auto kupiłem od Pana Ryszarda z Lubska ( jest na kilku foto ) a sprzedałem do Jeleniej Góry . Samochód miał braki , silnik był kompletny lecz rozebrany , brakowało bardziej biżuterii , detali .Napisał bym ,że w 80% był kompletny .

Avo simson 425 tourist ,rok 1953 , kupiony od Pana w Lesznie , który przywiózł go w roku (z tego co pamiętam) 1976 z Niemiec (gdzie wówczas pracował)  razem z motocyklem mz. Motocykl mz zarejestrował i jeździł przez kolejne lata a avo odstawił do garażu i nigdy nie zarejestrował . Temat powrócił w roku 2009 , kiedy to kupiłem motocykl nie używany przez wiele lat . Avo próbowałem dość długo sprzedać. Niestety na miejscu tzn. u nas w Polsce motocykla nie udało się sprzedać mimo wielu prób.

Był w pięknym stanie , dziwiło mnie brak konkretnego zainteresowania .   Oryginalny lakier ,owszem były niuanse po przeróbce ale to niuanse typu dodana cewka z możliwością powrotu do iskrownika , który był. nie było oryginalnego łączenia na kolanko itd ale w zasadzie po niewielkich pieniądzach można było całkowicie powrócić do oryginału . To model z wywiniętym na zewnątrz rantem felgi . Silnik był rozebrany po czym złożony ale to ze względu na jego długoletni przestój nic poza tym .

Docelowo motor  swojego nowego właściciela znalazł w Niemczech , czyli wrócił do macierzy .   Kupiec  zapłacił więcej jak chciałem na miejscu , nie chodziło o to ,że to avo simson ponieważ u nich jest wiele takich motorów ale o stan techniczny . Był w szoku jak zobaczył sprzęt na miejscu a kolekcjonuje tylko i wyłącznie sprzęt , który jest w oryginalnym stanie.  U nas , ważniejszy jest błysk nowego lakieru i  chromu no i oczywiście obowiązkowo musi być podła cena. Jeszcze nie każdy pojmuje ,że nie wszystko złoto co się świeci. Szczególnie dziwnie to wygląda jak oglądam sprzęt różnego typu po  „renowacji” gdzie dominuje chrom i błysk lakieru a w oryginale było matowo i śladowe ilości chromu lub zero. Jakby ktoś się naprawdę przyjrzał to sam doszedł by do wniosku ,że tak odrestaurowany pojazd wygląda co najmniej komicznie, choć faktem jest też to ,że o gustach się nie powinno dyskutować. Jednak mimo pewnych niuansów z tym związanych popieram i kibicuję każdemu kto przywraca do życia coś co jednym kołem było już na skupie złomu. W naszym chorowitym kraju , w którym nie szanuje się z urzędu historii motoryzacji jest to szczególnie godne pochwały. Inna historia ,że „historii” nikt nie ma ochoty zarejestrować w urzędzie i legalnie wypuścić na polską szosę ( oczywiście po spełnieniu wymogów technicznych). Trzeba kombinować lub wydawać majątek na coś co powinno być ułatwione do minimum ,czyli ponowna rejestracja starych pojazdów, które wielokrotnie nie posiadają dokumentów z różnych powodów.

Oświadczenie posiadacza pod odpowiedzialnością karną powinno wg. mnie załatwiać wiele spraw  związanych z chęcią zarejestrowania. Takie oświadczenie wbrew pozorom ma swoje skutki prawne i nawet jeśli składający oświadczył by nieprawdę , wiązało by się to z kłopotami raz, karą dwa i odebraniem pojazdu, którego dotyczy.

Podobnie załatwia się sprawę u naszych zachodnich sąsiadów czyli u Niemców. Dziś możemy przywrócić kiedyś zarejestrowany pojazd do „życia” na drodze ale są w tym zakresie kłopoty .

 

Ciekawy motocykl Rosyjski  to K-175 zakupiony w miejscowości Witków k. Szprotawy  a nowego właściciela znalazł w miejscowości   Ostrów Wlkp. Motor niewielki w swoich rozmiarach , niski , mam wrażenie ,że nasza WSK jest gabarytowo większa choć mniej zabudowana . Napiszę inaczej wsk jest bardziej postawna  choć niewątpliwie k-175 jest bardziej masywny to taka mniejsza gabarytowo  jawa 175 , którą zresztą w tym samym czasie posiadałem. Sytuacja była taka ,że przyjechał klient po zakup k-175 nie mając wiedzy o jawie . Po przyjeździe na miejsce  zobaczył jawę i również dobiliśmy interes w ten sam dzień. Wówczas oba motory pojechały do Ostrowa Wlkp  pick-upem , właściciela (  zawodowy wojskowy ) pozdrawiam . Żałuję ,że nie posiadam foto jawy , była również w bardzo przyzwoitym stanie , oryginalny lakier w sumie sytuacja z klientem mnie na tyle zaskoczyła ,że kompletnie nie byłem przygotowany na tą ewentualność  ,że w ten sam dzień pozbędę się również tego motocykla .Nie zdążyłem zrobić zdjęć.   Właścicielem był pan z Bielic k. Kożuchowa. Pan Krzysztof Krawczyk nasz śpiewak zapewne wie  gdzie to jest ,z mojej wiedzy  bywał w Bielicach w posiadłości swojego kolegi , która tam się znajduje.

Absolutny wzór do naśladowania i najwyższe słowa uznania kieruje do Pana z Bytomia Odrzańskiego , który od nowości posiadał motocykl SHL M11W , rocznik 1968 z silnikiem wiatr i 4-ro  biegową skrzynią biegów . Motocykl w dniu sprzedaży miał przejechane 29.074 km był w stanie wzorowym w pełnym tego słowa znaczeniu . Coś niesamowitego jak trzeba kochać swój motor ,żeby po tylu latach posiadania go wyglądał prawie jak nowy. W zasadzie gdyby nie kilka szczegółów można by było powiedzieć ,że wygląda dosłownie jak nowy . Motocykl w 100% sprawny , absolutnie oryginalny lakier i podzespoły , piękny , piękny i jeszcze raz piękny egzemplarz. Lampka tylna zamontowana od mz-tki ale wynikało to tylko i wyłącznie z tego względu ,że oryginalne lampy były słabo widoczne lub nie miały funkcji światła stop i ludzie masowo w tamtych czasach wymieniali tylne lampy na bardziej widoczne , spotkałem się z tym wiele razy w polskich motocyklach z tamtych lat przy których był ten problem.

Jakby ktoś nie pojął shl-ka nie była po remoncie lub jak kto woli po renowacji , motor ze zdjęć wyglądał tak po 42 latach w jednych rękach bez poważniejszej ingerencji w jego podzespoły , lakier na całym motocyklu fabryczny z 1968 roku . Jeszcze raz wyrazy największego szacunku dla pana właściciela , kłaniam się nisko.

 

A teraz proponuję ,żebyśmy wspólnie przenieśli się do roku 1974( np. ja w tym roku pierwszy raz zobaczyłem światło dzienne i jeszcze nie dysponowałem sosem czyli gotówką).  Wszyscy pozostali, którzy w tamtych czasach dysponowali kwotą 9.500 ówczesnych złotych mogli sobie pozwolić na zakup w sklepach takich jak np. „dom rolnika” lub „GS” takiego cacka jak ta NOWA WSK M06 125 rok 1974. Motor ten został kupiony w roku 1975 ,w sklepie „GS” Lubsko na stoisku AGD w Brodach ,nigdy nie został zarejestrowany i nie był eksploatowany czyli jest to ” nowy” stary motor  . Pan motor kupił , nie wiedzieć dlaczego nigdy go nie chciał używać , może po prostu chciał wydać pieniądze. Motor przez większość życia stacjonował w mieszkaniu w pokoju ale po śmierci właściciela został przeniesiony do powiedzmy garażu ,bardziej małej komórki na wiosce. W zasadzie gdyby nie te przenosiny to wyglądał by dosłownie idealnie ale w związku z tym ,że jednak warunki atmosferyczne były  różne, wilgoć itd. posiada niewielkie punkty z nalotem rdzy. Motor pomimo ,że licznik wskazuje 55 km nigdy nie był eksploatowany . Każda część motocykla jest ta sama co przy zakupie w 1975 roku. Proszę zobaczyć opony  mają „włoski”, poza tym każda opona miała swój numer , który był wpisany w kartę gwarancyjną. Na lampie była metka wprawdzie odpadła ale ślad po niej został.

Pomimo ,że motor nie był eksploatowany miał w swoim życiu przygodę. Podczas kiedy właściciel , który jak wspomniałem trzymał go w pokoju był w szpitalu do mieszkania włamało się dwóch nieletnich mieszkańców tej samej wioski. Facet mieszkał sam , wioska była mała, na wiosce wszyscy wiedzieli ,że nie ma go w domu i co najmniej kilka dni nie będzie , były to czasy jeszcze milicji. 

Motocykla całego nie zdołali wynieść ale rozkręcili jego poszczególne części i je zabrali. M.in. próbowali zdjąć cylinder , rozerwali plombę ale nie udało się go odkręcić  ponieważ przeszkadzał bak.  Suma sumarum jak właściciel wrócił ze szpitala i zastał stan faktyczny zgłosił do dzielnicowego milicjanta ten szybko namierzył kto to zrobił , dwóch nieletnich dostało ultimatum albo wszystkie części wrócą na swoje miejsce do motocykla albo rodzice będą mieli duże kłopoty . Wówczas słowo kłopoty miało znaczenie , rodzice złodziei sami pilnowali tego ,żeby wróciła każda zrabowana śrubka . Wróciło wszystko, więc motor jest nowy ale po przygodzie. Przygoda jedyna w swoim rodzaju czyni go myślę jeszcze bardziej atrakcyjnym. Znalazł nowego nabywcę w Łodzi.

Mało pozostało  zdjęć ale jak mówią lepszy rydz jak nic .Pierwsze zdjęcia podczas zakupu robiłem aparatem w telefonie , niestety kiepska jakość.Na jednym z foto widać numer opony , numer ten jest też w karcie gwarancyjnej na innym foto ,zdjęcie z numerem drugiej opony jest jeszcze gorszej jakości ale też można odczytać końcówka „559”,  to jakby ktoś nie wierzył w to co napisałem . Choć w zasadzie ja myślę ,że oglądają to poważni ludzie i nie ma tu miejsca na żaden blef , którego nie uznaję , opisuję zresztą coś co posiadałem ale już nie mam, więc tylko jako ciekawostka.

Wsk-a 125 M06-Z2 z roku 1962 , była w oryginalnym stanie , nie malowana , bez ingerencji mechanicznych , miała jednego właściciela od nowości . Miała na liczniku niecałe 2500 przejechanych kilometrów od nowości i oryginalną plombę na cylindrze. Pomimo ,że widać było na niej ślad czasu , przebieg mógł być autentyczny poza tym nie było powodów nie wierzyć właścicielowi ,że tak nie jest . Była ujeżdżana okazjonalnie i dobre jest tu słowo ujeżdżana ponieważ testował ją młody wówczas człowiek , który nie złapał bakcyla jazdy na motocyklu.  Szczegóły takie jak podnóżki , manetki , opony raczej wskazywały na nieduży przebieg.

Nowym właścicielem wski został  pan doktor Marcin z Inowrocławia zadomowiony we Wrocławiu , który lubuje się w tego typu sprzęcie. Szanowny Pan przy zakupie wski pytał czy nie posiadam jeszcze jakiegoś motocykla i zademonstrowałem mu CZ 175  z roku 1962 w stanie oryginalnym, przebieg 32.047km ,  eksploatowana przez jednego człowieka od zakupu nowej . Po krótkich oględzinach zadecydował ,że kupuje również CZ-tkę , umówiliśmy się na termin i CZ również pojechała do Wrocławia. To drugi przypadek kiedy przybywa do mnie konsument i decyduje się na dubeltowy zakup , wcześniej opisywałem sprawę zakupu motocykla K175 z JAWĄ 175 tym razem nowego właściciela znalazła WSK125 i CZ175 .

Ogólnie w zasadzie wszystkie sprzęty , które posiadałem mają pełną dokumentację , zawsze jest umowa kupna i faktura ode mnie.Wówczas jest możliwa ich ponowna rejestracja , to jest bardzo ważne , bez papierów musiał by być naprawdę atrakcyjny sprzęt ,żebym się zainteresował . Jak jest potrzeba przeprowadzenia sprawy spadkowej ,żeby wyklarować sprawę własności dopilnowuję wszystkiego od a do zet i przeprowadzam razem ze spadkobiercami taką procedurę.

P1150729

 

Przykładem tego niech będzie motocykl PANNONIA de luxe TLF 250 z 1960 roku , który nie posiadał ,żadnych dokumentów ale była znana historia i pochodzenie . Sprawa ciągnęła się w sumie około roku – to ze względu na swoistą głupotę i nieudolność Polskich sądów . Tylko na informację ,że wniosek powinien być złożony w innym sądzie (chodziło o inne miasto) czekałem 4 miesiące , w kolejnym czekałem jeszcze dłużej , później wyciąg z wydziału komunikacji na który również się czeka ale  już nie tak długo bo ok 2 tyg.  Motocykl sprzedałem panu z okolic Nowego Sącza bez dokumentów spadkowych ale umówiliśmy się ,że będą dopięte na ostatni guzik , czekał około miesiąca może dwóch i otrzymał wszystko zgodnie ze słowem , bo słowo to dla mnie podstawa i jest droższe od pieniędzy dosłownie.

Jeżeli chodzi o motocykl to nie był w super stanie , wymagał pracy ale najważniejsze ,że był to egzemplarz oryginalny. Niewielkie braki  , poza tym było kilka  detali , które  nadawały się do wymiany, ogólnie pannonia pomalowana była nieudolnie ale była  kompletna , nic nie było kombinowane z przeróbkami .Jak wspomniałem były również dokumenty umożliwiające jej ponowną rejestrację .

Może oderwijmy się od typowych motocykli , ciekawym pojazdem jest Czechosłowacki Velorex 16/350 , ten trójkołowiec jest pojazdem  kultowym w dzisiejszych Czechach. W zasadzie tam jest szał na velorexy , dosłownie. Niestety w Polsce nie było chętnego na jego zakup i jak to zwykle bywa rękę po niego wyciągnął jego krewny czyli Czech. Tym  sposobem pojazd wrócił do swojego domu. Kupił go gość , który posiada już dwa egzemplarze tego bardziej chyba jednak auta jak motocykla. W Czechach jest straszna moda na te pojazdy , ludzie nie poprzestają na zakupie jednego egzemplarza jak mają okazję to powiększają kolekcję.

Mój egzemplarz zakupiony w Szprotawie został mocno zmodyfikowany przez poprzedniego właściciela , napisał bym dostosowany do naszych warunków czyli stał się bardziej pancerny i masywny. Wg. mnie wynikało to z tego ,że prościej było w tamtych czasach zmienić plandekę na ogólnie dostępną blachę jak kombinować z uszyciem nowych pokrowców , które jednak jak pojazd był intensywnie eksploatowany to się niszczyły.  Orurowanie zamiast posiadać powłokę z plandeki zostało obłożone blachą co nie zmienia faktu ,że powrót do oryginału nie był trudnym zadaniem ponieważ stelarz nie był uszkodzony i przerobiony. Owszem były braki , były przy nim części nie oryginalne ale baza była nie najgorsza poza tym pojazd miał dokumentację co zawsze podkreślam, że jest kluczowe przy tego typu sprzęcie.

Dziś 4.05.2013 Nową Sól opuścił motocykl SHL GAZELA , M17 ,silnik wiatr, rocznik 1970. Jak dzidziuś, na leżąco na tyłach samochodu kombi udał się w daleką podróż do Mińska Mazowieckiego. Wg. mnie bardzo przyzwoity egzemplarz, nie zniszczony, prosty, bez rdzy, z detalami, choć nie pozbawiony wad np. był bardzo nieudolnie pomalowany. Jednak to nie jest w przypadku takiego sprzętu wada a nawet podciągnął bym to pod zaletę, dlaczego? Ponieważ, taki sprzęt kupuje się wg. mnie właśnie z myślą o jego odrestaurowaniu, w tym szaleństwie jest cała metoda i podstawowa satysfakcja kupującego. Poza tym cena takiego motocykla do odnowienia a np. po odnowieniu jest zupełnie inna, sam kupujący również jest inny. Ktoś kto chce wyremontować motor własnymi rękoma nie będzie rozglądał się za pojazdem „odrestaurowanym” po pierwsze takowy będzie kosztował odpowiednio większe pieniądze, po drugie gdzie w tym przypadku miejsce na prace dla nowonabywcy który jest głodny majstrowania, po trzecie nawet zakładając ,że dany motor jest po renowacji to nie ma żadnej pewności z dbałością o jakie szczegóły została ona przeprowadzona. Dla jednego renowacją będzie pomalowanie motoru bez jego rozbierania nową farbą, obicie siodła papodermą i pochromowanie 4 elementów , które nawet w oryginale nie były w chromie  a dla drugiego renowacja to rozbiórka pojazdu na części pierwsze weryfikacja ich stanu, ewentualna ich wymiana i ponowne złożenie z dbałością o najmniejsze detale.

 

Przez krótki okres życia byłem szczęśliwym posiadaczem bardzo ciekawego i nietypowego auta jakim jest Volkswagen Karmann Ghia typ34 , rok 1969. Może w tym konkretnie przypadku słowo auto ma specyficzne znaczenie jednak trzeba to traktować jako samochód nie zapominając, że rozmowa jest cały czas o motoryzacji lat minionych gdzie wcale nie potrzeba mieć przed sobą błyszczącej w pełni sprawnej maszyny ,żeby nazwać to pojazdem.  W tej dziedzinie wystarczy nieraz namiastka części czy niewielki ich zbiór, żeby zapoczątkować wielkie zbieranie całości, po czym żmudną procedurę odbudowy tylko po to ,żeby za lat kilka lub nawet kilkanaście powstał pełnowartościowy samochód czy motocykl. vw karmann ghia typ34 (7)Karmann w roku 1997 (m.in. na moim terenie w Nowej Soli  szalała wówczas wielka powódź) był rozebrany przez mojego poprzednika (Holendra) na części pierwsze ( co widać na załączonych obrazkach).  Przed rozbiórką był w pełni sprawnym autem jednak już wówczas ząb czasu dał o sobie znać i nadwozie bez wątpienia wymagało renowacji. Jak się domyślam pomimo, że od rozbiórki minęło 15 lat  chłop miał wielkie chęci i zapał do pracy niestety nie udźwignął tego ciężaru i nie podołał zadaniu, które go przerosło, dziś można to stwierdzić z pełną odpowiedzialnością.  Zakwalifikował bym go do osób, które (bynajmniej jak na tamtą chwilę) z tą wiedzą i z tym sprzętem nie powinny porywać się z motyką na księżyc. To co zostało przez niego „zrobione” w tym samym czasie można uznać ,że zostało zepsute. Potworny chaos to najlepsze słowo charakteryzujące działania tego gościa przy aucie. „Rozbabrane” jest dosłownie wszystko. Skakał od blacharki po mechanikę, jednak w podsumowaniu ani jedno ani drugie nie rokowało na pozytywne rozpatrzenie próśb pojazdu na jego naprawę. Jednak cała ta historia musiała się wydarzyć, żeby dziś samochód mógł trafić najpierw w moje ręce a potem w ręce pasjonata, który doprowadzi go do stanu używalności. Daleki Wschód Polski to docelowe miejsce domu dla tego bez wątpienia ciekawego egzemplarza, których jak szacuje w Polsce jest garstka, może kilka do kilkunastu to wg. mnie maks. Tak jak karmanów typ 14 jest w zasadzie masa tak tych modeli ze świecą szukać dlatego model warty poświęcenia energii przy jego odbudowie. Model bardzo niepozorny, nieznany, nie ma świadomości ,że jest dużo rzadszym modelem jak vw „ogórek” pierwszej generacji czyli t1, na którego niejeden ma orgazm na sucho a jednak „ogóreczków” jest wiele w porównaniu do karmanów typ34. Powiedział bym, że pojawienie się na zlocie vw karmana powinno być sensacją a nie ogórka, jednocześnie wiem, że „ogórek” budzi inny rodzaj euforii, którą również popieram w 100%.

wózek boczny , od jakiego motocykla?

 

 

Zmieniając temat , kolega ma ciekawy wózek boczny ,  przedwojenny ale nie możemy zidentyfikować do jakiego motoru był przeznaczony . Prawdopodobnie do BMW ale pewności nie ma . Może jest ktoś kto widział coś takiego gdzieś na foto lub dosłownie wie jakie może być pochodzenie wózka, poprosił bym o dwa słowa w tym temacie .

 

Był „konik”, nie ma konia – tak raptem po kilku godzinach w anonsie został sprzedany w dobre ręce. Kobyła swojego nowego właściciela znalazła również w województwie lubuskim i będzie się „wypasała”w okolicach Krosna Odrzańskiego.  „Koń jedynka” czyli fiat 125p, rok 1988, poj 1500cm,  fajny egzemplarz, zadbany, eksploatowany od nowości przez kobietę, oryginalny lakier, piękna praca motoru, nieduży przebieg 52.000km, ogólnie ładny, nawet kolor uważam, że pasował do niego.

 

Jeżeli chodzi o kontynuację gatunku i najstarszego z rodu czyli konia trójkę vel Polonez  to miałem egzemplarz, którym wówczas sie poruszałem, to było w 1996 roku. Nie było w nim nic ciekawego, żeby go pokazać szerszej publice, przemilczmy.

 

Dwadzieścia jeden lat , może to nie jest oszałamiający wiek dla auta ale bez wątpienia samochód CARBODIES , rok 1992 , poj. 2,7 , czyli LONDYŃSKA TAKSÓWKA  ( LONDON TAXI ) jest pojazdem nietypowym i warto już poświęcić mu czas. Egzemplarz , który miałem okazję posiadać był nadszarpnięty znakiem czasu. Widać było na nim zarobkowe użytkowanie auta, czyli przy pojawiającej się korozji na nadwoziu nie było to neutralizowane w sposób profesjonalny tylko tzw. sztuka .Blacha nie była spawana tylko jej kawałki przyklejone silikonem do nadwozia, masa szpachli, kiepska żeby nie napisać żałosna angielska robota. Rama zdrowa , silnik i podzespoły praca bez zastrzeżeń ale body czyli nadwozie już wymagało pracy blacharskiej. Sam samochód wg. mnie prymitywny nawet bardzo , spartańskie wnętrze i wykończenie. Chyba nie przesadzę jak napisze ,że nasza rodzima produkcja np. koń czyli duży fiat czy  maluch były wykonane dokładniej i z lepszej jakości materiałów. Piszę o wyposażeniu wnętrza , nie o mechanice , która bez wątpienia w taxi jest lepsza biorąc pod uwagę choćby to ,że auto napędza motor nissana. Wracając do samego wnętrza , jego wykończenia, prymityw zarówno w przestrzeni pasażerskiej jak i u kierowcy, biorę oczywiście pod uwagę rok 1992 i auta z tamtego okresu. Deska rozdzielcza i plastiki wokół niej były na bardzo słabym poziomie, dosłownie w dużym fiacie było lepiej. Podsumowując jednak całe auto , jego nietypowość głównie designe i przeznaczenie, ciekawy samochód. Jest wielki, nie widać tego może na zdjęciach ale jest naprawdę sporych rozmiarów. Z ciekawostek samochód ma skręt kół prawie 90 stopni, prawie ale niewiele brakuje choć ponoć tak słyszałem, że rodzimi taksówkarze jeszcze bardziej podpiłowywali ograniczniki ,żeby dysponować większym skrętem i w praktyce zawrócić na ulicy w miejscu. Myślę ,że to niejednokrotnie chodziło o to ,żeby mieć klienta albo go nie mieć kiedy w wąskiej ulicy w ruchu klient czeka po jej przeciwnej stronie i nie ma czasu na szukanie miejsca do zawrócenia takie rozwiązanie musiało się sprawdzać. Mi osobiście zawsze imponował skręt samochodów mercedes począwszy od w115 , w123 czy w124  jest imponujący ale ta maszyna przekracza wszelką barierę przy tym rozwiązaniu konstrukcyjnym zawieszenia. Taksówka nowego właściciela znalazła w tej samej miejscowości czyli w Nowej Soli.

 

BMW typ 02 , model 1802 czyli poj. 1754cm, rok 1971 , auto pojechało w kierunku Ostrołęki , myślę ,że po drodze jest szansa ,że przejedzie ” chyba drogą na Ostrołękę”  o której wspominał Mamoń. Bmw do renowacji ale wg. mnie bardzo przyzwoity egzemplarz , choć pomalowany nieudolnie przez Niemców to miał w zasadzie wszystkie detale. Owszem niewielka ich grupa będzie nadawała się do wymiany m.in. niektóre uszczelki gumowe ale nie popadajmy w paranoje to samochód 42 letni i nie sposób wymagać ,żeby egzemplarz za około 2000 euro był w stanie wzorowym. To dolna granica cenowa dla tego typu aut, uważam ,że było warte swojej ceny. Mam obiecane przez nowych właścicieli ( tata + syn ) zdjęcia auta po przeprowadzonej renowacji ale czy otrzymam nie wiem. Dziś martwi mnie stan zdrowia nowego właściciela mojego imiennika Sławka, ponieważ powiedział, że jak zajedzie do domu to oddzwoni jaka była reakcja żony. Mijają godziny a telefonu nie mam. Nie spodziewam się entuzjazmu ze strony kobiety rdza, niesprawność auta, nie współczesny wygląd to okoliczności motoryzacyjnej przyrody, której nie akceptują panie więc podejrzewam ,że pan dostał w domu lanie, jest obolały i nie ma siły zadzwonić.

Dziś giełdy umierają ale w latach swej świetności oferowane na nich auta kusiły błyskiem nie zawsze dobrej jakości lakieru, plakowanym  silnikiem i oponami a przy nich „mili” panowie  z wąsami i w kamizelkach skórzanych lub skóropodobnych. Takie „cacka” były ulubieńcami pań. Grupa zakupowa wyglądała tak: pani + mąż ( w kieszeni pusty ) + dziecko + sponsorzy czyli teść lub teściowa ( znaczy mamusia czy tatuś pani) lub razem, grupa liczyła od 4 osób wzwyż. Pan owszem z grubsza miał coś do powiedzenia jako posiadacz prawa jazdy i późniejszy woźnica ale zasadniczo jak model był już przez niego upatrzony i nie spodobał sie pani ponieważ np. był szczery czyli nie wyplakowany czy powiedzmy z niewielkim wgnieceniem na karoserii i naturalnie przybrudzonym silnikiem w oczach pani był wrakiem. Panie miały orgazm przy wyplakowanych pojazdach, ścierwach ale tak wybalsamowanych przed giełdą, że można było wyprawić na masce i tylnej klapie komunię świętą dla dziecka a na silniku oczywiście gotować potrawy. Dlatego te wraki szybko znajdowały konsumenta ponieważ pani nadzorowała zakup swym ostatnim słowem a wg. mnie nie powinna zasadniczo wpi……ć się w zakup auta. To moje prywatne zdanie , owszem może upatrzyć sobie model, wersje, kolor, i inne istotne szczegóły to wszystko oczywiste ale samo podsumowanie techniczne czy auto jest warte zakupu czy nie z wielkim szacunkiem ale proszę zostawić człowiekowi, który się na tym cokolwiek zna, który nie będzie miał erekcji na widok wyplakowanego silnika czy opon tylko koncentrować się będzie na realnej ocenie technicznej w zestawieniu z ceną pojazdu.

20.07.2013 Volkswagen golf gti , rok 1979 był na mym stanie magazynowym, samochód od wielu lat nie eksploatowany, ale co najważniejsze i kluczowe, oryginał GTI !

Zakupiony przeze mnie w Kaliszu a miejscem gdzie odzyska swój dawny blask jest Łódź, to tam mieszka jego nowy właściciel. Jednym słowem za mojej kadencji pokonał wspólnie ze mną trasę Kalisz – Nowa Sól – potem do Łodzi znów odwiedzając z pokładu mego samochodu swój wieloletni dom czyli Kalisz.  Ja miałem wielką przyjemność posiadać to auto i z dużym zainteresowaniem śledziłem jego losy podczas kiedy oferowałem go do sprzedaży. Podsumowując, raczkujemy w starej motoryzacji, jeszcze nie chodzimy, raczkujemy. Nowonabywcy sami nie wiedzą czego chcą ale ogólnie podsumował bym to tak. Za podłe pieniądze oczekiwania są ogromne w naszym kraju, który nie jest oddzielony żelaznym murem od reszty świata. „Świat” docenia i akceptuje ceny konkretnych egzemplarzy samochodów, my tego nie akceptujemy. Polski kupiec posiada swój własny cennik i po swojemu wycenia ile jest warte auto, dokładnie nie wiem jak to się odbywa i na podstawie jakich kryteriów to jest wyceniane ale mogę jedynie snuć domysły. Zagląda kupiec do kredensu a tam leżakuje np. 5 tysięcy złotych, potem pod tą sumę włącza marzenia o starym aucie lub motocyklu. Po uruchomieniu wyobraźni wchodzi do internetu i tam szuka i co najważniejsze znajduje. Niestety nic co mu się podoba nie pasuję pod posiadaną kwotę ponieważ „towar” jest droższy od gotówki jaką posiada. Co wówczas? Dramatyczna sytuacja, szuka jelenia, lub jak kto woli barana, który nagnie swoją ofertę pod kwotę z kredensu. Innego wytłumaczenia na pewne zjawiska nie mam.

11.08.2013 , dziś  na mym terenie gościłem mojego imiennika Sławka  z miejscowości Podgórze 30km od Tarnowa w woj. małopolskim,celem wizyty był zakup motocykla MZ ES250/2 , rok 1972 z koszem bocznym rok 1969. Motor w roku 1972 zakupiony w salonie sprzedaży w Gerlitz na terenie Niemiec razem z wózkiem. Eksploatowany od nowości w jednej rodzinie,początkowo przez ojca potem sprzęt przejął syn obaj zamieszkali w Żaganiu w woj. lubuskim. Motocykl w roku 1997 został wycofany z ruchu, kolejno w roku 2009 syn właściciela przywrócił go do eksploatacji i ponownie zarejestrował w wydziale komunikacji.Motor sprawny jednak wymagający kompleksowego remontu. Dziś sprzęt udał się w daleką drogę do małopolski.mz es250 1972rok + kosz boczny 1969rok

Tu trochę odbijemy od tematu motoryzacyjnego , jechałem w Polskę zawieść do klienta motocykl SHL ( o nim poniżej ) . Pogoda ładna , droga spokojna ,

nagle patrzę …. piękny widok , nie mogłem tego przepuścić, musiałem się cofnąć i  zarejestrować ten nie częsty widok bynajmniej bezpośrednio przy drodze.

Nie chodzi tu tyle o główną bohaterkę ( jej widok choć nie częsty to jeszcze mnie nie dziwi ) ale o stan i okoliczności  w jakim ją zastałem. Piękny widok. Bynajmniej dla mnie i kolegi ,z którym jechałem.  Zapraszam na krótką projekcję choć tematyka nie motoryzacyjna ale z dziedziny przyrodniczej.

 

24.08.2013 w tym dniu nowego właściciela znalazł motocykl SHL 150 M06U z roku 1958 , produkcja Kielce , rzadki egzemplarz z klasycznymi widełkami z przodu , licznikiem poza lampą , wyprodukowano niewiele ponad 10.000 sztuk tego egzemplarza co czyni go tym bardziej atrakcyjnym. Model nie często pojawia się w anonsach a to co jest oferowane to raczej  niewielki zbiór części jak całe motocykle. Tym bardziej trzeba docenić to ,że motor był w 100% kompletny i w oryginalnym stanie, dodatkowo podstawowym atutem było czy jest to ,że posiada dokumenty uprawniające do ponownej rejestracji. Właścicielem od nowości był pan z okolic Częstochowy, motor kupiony  z innym motocyklem WSK 175 , 1973r. ( ten na sprzedaż , również jeden właściciel od nowości )  w dn. 03.07.2013 r.( foto z zakupu w galerii ).  Zawsze zastanawiam się sprzedając motocykl czy samochód co jest w głowie kupców ( nie mam na myśli broń boże kupującego shl-kę ponieważ to świadomy człowiek wiedzący czego szuka o nim na końcu) , czego szukają? Na przykładzie SHL-ki napisze tak, samo to ,że motor miał dokument jest rarytasem ponieważ rejestracja na pojazd zabytkowy ( co wg. mnie jest lipą i w przyszłości przysparza właścicielowi kłopotów ) to około 2000 zł i mnóstwo zachodu ,żeby to załatwić. Więc czysto teoretycznie możemy założyć ,że mamy zaoszczędzone 2000 zł. Wiem ,że to teoria ale bliska prawdy ponieważ tak stare motocykle w przeważającej większości nie posiadają dokumentacji , ich właściciele nie żyją co dodatkowo utrudnia zadanie z jej odzyskaniem. Jest to możliwe ale wymaga ścisłej współpracy osób upoważnionych do przejęcia spadku , opisywałem już ten temat.  Wracając do sedna mamy oryginalny motor , rzadki egzemplarz co ważne , są dokumenty , ile powinien realnie kosztować taki sprzęt ,których w Polsce jest pewnie niewiele ? To niedoceniona jeszcze grupa towarów ale widzę mimo wszystko ,że to się zmienia. Nieświadomi bez jakiejkolwiek wiedzy szukają pojazdu nie wnikając specjalnie co to jest , kiedy zostało wyprodukowane , jaka jest historia modelu ,szukają „na pałę” a podstawowym kryterium poszukiwań są pieniądze. Żeby była jasność ja to akurat rozumiem ,że nie można mierzyć sił na zamiary ale jest to robione chaotycznie bez logiki. Tak z ciekawości oczekuję kiedy to się zmieni , kiedy poszukiwacze starej motoryzacji będą bardziej zainteresowani starą motoryzacją i jej historią jak tylko „wizualnie” starym pojazdem. Wracając do sedna nowym właścicielem SHL-ki został Jurek z miejscowości Cegłów  na wschód od Mińska Mazowieckiego ,zamiany motocykla na grosz,  dokonaliśmy „na trasie” w miejscowości Aleksandrów Łódzki ( foto z sprzedaży w galerii na końcu ). Wszystko szybko , sprawnie i w sympatycznej atmosferze , jeszcze raz  przepraszam za 2 godz. spóźnienia wprawdzie nie bezpośrednio z mojej winy ale jednak  i pozdrawiam.

NSU 351OSL , dokładny  rocznik nieznany , motocykl nie do końca oryginalny ponieważ są elementy pochodzące z innych motocykli. Sprzęt użytkowany w Polsce . Zebrzydowice czyli południowa polska to miejsce aktualnego postoju motocykla a Darek to jego nowy właściciel. Na wymianę sprzętu umówiliśmy się  w miejscowości Głubczyce.

Jak jeżdżę po Polsce obserwuje z uwagą okolice. Byłem już kiedyś w Krapkowicach i miałem wiedzę ,że to „Niemcy” w Polsce tak z grubsza, jestem całkowicie obojętny na takie zjawiska. W zasadzie mnie to dosłownie wali ale wczoraj zażenowany byłem jak przejeżdżałem przez miejscowości Oberglogau i Repsch to okolice Krapkowic, czyli Głogówek i Rzepcze, gdzie ja k…a  jestem ? Kolega , który jechał ze mną również był zdegustowany. Jaka to mniejszość ,że aż tak trzeba ją rozpieszczać ,żeby nazwa miejscowości na tablicy była w języku Polskim i Niemieckim  !! Tu nie będę rozwijał myśli ale jak ktoś ma ochotę na więcej zapraszam…

 

24.09.2013 , była   Syrenka 105 , rok 1973  i nie ma syrenki , tzn. jest ale już nie w moim posiadaniu . Zmieniła właścicieli , nowymi posiadaczami jest małżeństwo z okolic Ciechocinka . Bardzo przyzwoity egzemplarz , kompletna , nie zdemolowana , niewielkie zapotrzebowanie na wymianę części , do renowacji ale materiał doskonały . Jak wiozłem sprzęt do nowych właścicieli przejeżdżając przez różne miejscowości  widziałem jakie zainteresowanie wśród przechodniów wywoływał widok syreny. Uśmiech a w głowie  pewnie nostalgia.

 

5.633 minuty , lub inaczej 93 godziny i 53 minuty albo jeszcze bardziej klarownie 3 dni , 21 godzin i 53 minuty  byłem posiadaczem samochodu Mercedes SL 350 , model w107 , rok 1977 . Tyle czasu minęło od oderwania auta z niemieckiej ziemi na mój sprzęt do postawienia tego samego samochodu ale już na terenie wskazanym przez kupującego czyli w Pniewach na terenie Wielkopolski.

Mało?  Nie , nie wg. mnie bardzo długo. Dlaczego ? Samochód wystawiłem w ofercie internetowej zaraz po jego zakupie ale jeszcze przed przywiezieniem do Polski. Bazowałem na foto , które przesłał mi sprzedający. Cena 9.900 złotych i za taką sumę wywoławczą mieliśmy do dyspozycji samochód , który posiadał braki ale poza tym reszta choć nie pozbawiona rdzy była w naprawdę przyzwoitym stanie.  Bardzo , bardzo fajny egzemplarz , przybył na teren Niemiec sprowadzony z Miami , wcześniej wprawdzie został tam importowany jako kilkuletni samochód z Niemiec ale powrócił do domu.  Sprzedający po sprowadzeniu do Niemiec odkręcił od samochodu dwa zderzaki , lampy przednie , licznik i cały mechanizm dachu otwieranego , pozostałość czyli to co na foto sprzedał mi. Cena uwzględniała te braki i uważam z pełna odpowiedzialnością ,że choć brakujące elementy nie są tanie to dobrze ,że w tym przypadku ich nie było.Ostatecznie samochód sprzedałem za 8.380 złotych ale okoliczności w jakich odbył się ten żenujący handel są nie do zaakceptowania , dziadostwo w jakim jak dotąd nie miałem okazji uczestniczyć „wielkopolski kupiec” z okolic Poznania prowadzący biznes z Pniewach nie wytrzymał ciśnienia i połakomił się na 120zł , klęska człowieka. Więcej…


08.10.2013 w tym dniu byłem u klienta tym razem dla odmiany nie na terenie Polski ale w Austrii. Jorg  początkowo zainteresował się zakupem motocykla K750 z roku 1958 z wózkiem bocznym, jednak kiedy zaprezentowałem mu kolejny motocykl jaki posiadam czyli Pannonia de luxe TLF 25o rok 1960 z wózkiem bocznym zdecydował się na zakup obu sprzętów, całość biznesu odbyła się poprzez email. Jestem pełen uznania za obdarzone mnie zaufanie dotyczące całej operacji ale po przyjeździe na miejsce nie było miejsca na rozczarowanie czy zaskoczenie. Motocykle w 100% odpowiadały temu co ustaliliśmy przez telefon i email. Jorg był bardzo zadowolony, oboje mamy nadzieję ,że jeszcze się spotkamy przy okazji innego interesu.

Przed samym wyjazdem do Austrii w dn. 07.10.2013 kiedy robiłem zdjęcia obu motocykli ,żeby załączyć je na stronie „zaatakował” mnie z zaskoczenia gość z „gazety lubuskiej”, który przechodził obok i zainteresował się motocyklami. Chciał zrobić fotografie w ramach reportażu „jak minął dzień”. To rubryka z trzema wybranymi zdjęciami z losowych miejsc Nowej Soli pokazująca co się działo w mieście w różnych miejscach o danej godzinie. Mówiłem gościowi z gazety ,że motor jest sprzedany nawet podałem cenę sprzedaży miał to napisać ale zmienił koncepcję i zrobił to po swojemu, efekty widać po kliknięciu w temat z motocyklem K750.

Witam ponownie 29.10.2013 to dzień , w którym miałem okazję kupić samochód od bardzo przyjemnego, sympatycznego i kulturalnego Niemca. Piszę o tym ponieważ w zasadzie takie cuda się nie zdarzają dlatego uznałem ,że warto o tym fakcie wspomnieć.  Doskonały kontakt z gościem już w fazie negocjacji, sprawne udzielanie odpowiedzi bez charakterystycznej dla nich zwłoki (przecież z Polakiem można), dobra komunikacja w dniu odbioru auta. W zasadzie dla mnie wymarzony kontrahent, nie chodzi tu o sam zakup już na miejscu ale o czas przed zakupem, który jest bardzo istotny i już wielokrotnie okazywało się ,że dostarczał wielu negatywnych emocji zanim kupiłem sam pojazd.  Więc chwalę , chwale i jeszcze raz chwalę obywatela Niemiec Reimunda Schälera z Taufkirchen pod Monachium , który przez 20 lat posiadał samochód Toyota Supra rok 1991 , poj. 3000cm turbo , automat. Samochód zachowany w pięknym stanie, eksploatowany przez właściciela tylko i wyłącznie w okresie letnim przy słonecznej pogodzie, pozostałą część życia auto stało zaparkowane w podziemnym parkingu. Samochód oryginalny z wszystkimi detalami, bez żadnych przeróbek, przejechane dokładnie 147255km , od nowości. Mam oczywiście dokumenty potwierdzające przebieg. Dla przykładu napiszę jak właściciel eksploatował samochód w ostatnich latach więc w październiku 2006 roku auto miało przebieg 136.512 km , po dwóch latach w październiku roku 2008 przebieg to 142.791 km czyli na przestrzeni 2 lat toyota przejechała 6.279 km . Następnie w październiku 2010 roku auto miało na liczniku 144.220 km co daje wynik 1429 km ( przez dwa lata) , w październiku 2012 roku 146.628 km , więc przez dwa lata przejechała 2.408 km . Przez równo rok do dziś trzeba dodać do przebiegu 627km ponieważ dziś licznik wskazuje 147.255 km. Sprzedającemu udzieliły się podczas sprzedaży emocje, dwadzieścia lat z jednym autem zrobiło swoje.

W tym samym dniu zakupiłem również na terenie Niemiec w miejscowości Cham inne auto, to Vw scirocco o którym nie wspominam w tej rubryce. Nie dlatego ,że auto nie jest godne uwagi wręcz przeciwnie uważam ,że to doskonały, dobrze zapowiadający się youngtimer, który w szybkim tempie zniknął z naszych dróg ale zapewniam ,że wróci do łask i będzie poszukiwanym kąskiem motoryzacyjnym, jednak nie wspominam ponieważ toyota przyćmiła wszystko.  Co do vw scirocco, doskonały samochód dla wszystkich tych, którzy chcieli by mieć klasyczne wyróżniające się auto, którego już na drogach praktycznie się nie spotyka ale co najważniejsze samochód można kupić dziś za bardzo przyzwoite pieniądze a dostępność części jest na poziomie doskonałym. Kolejną zaletą jest to ,że scirocco to nie jest ogór i można go z powodzeniem eksploatować na co dzień, zwracając przy tym na siebie uwagę w tłumie motoryzacyjnego plastiku otaczającego nas z każdej strony.

Toyota po 45 dniach  znalazła swojego nowego właściciela 13.12.2013, jest nim Darek, mechanik z Mszany Dolnej gdzie miałem okazję gościć razem z suprą.

 

Teraz trochę wspomnień, w roku 2004 w mojej stajni zagościł MERCEDES W123 , 200D z automatyczną skrzynią biegów. Bardzo nietypowa wersja, bynajmniej ja do dziś nie spotkałem się z taką, czyli lewarek biegów był przy kierownicy. Doskonały samochód, dosłownie choć nie ma już go w moich szeregach to bardzo, bardzo miło go wspominam. Był rewelacyjny w dalekie podróże, (bliskie również) ale trasa to był odpoczynek. W zasadzie w tym samym czasie posiadałem również inne ciekawe auto, to BMW TCBaur ( Top Cabriolet Baur ) 316 , 1800cm, rok 1989. Zawsze nie ukrywam,że marzeniem moim było posiadać bmw serii e30 kabriolet. Piękna pociągła linia nadwozia, doskonałe wyważenie sylwetki dla mnie piękna kompozycja kształtów. Doskonale auto prezentowało się właśnie w wersji kabriolet. W roku 2004 zrealizowałem częściowo swoje marzenie motoryzacyjne i nabyłem BMW TC BAUR 316, 1989 r. .Częściowo ponieważ nie był to klasyczny kabriolet ale samochód tak mi się spodobał jeżeli chodzi o swój stan,że nie miało to znaczenia. TC Baur to przeróbka standardowego modelu e30 w wersji 2 drzwiowej na pół kabriolet. Taka targa połączona z kabrioletem, w stanie zamkniętym samochód wyglądał praktycznie jak kabriolet.  Wkrótce załączę foto .BMW TCBaur 316 , 1989r. , zobacz więcej.

 

Od dn.15.10.2013 zostałem posiadaczem motocykla Auto Union protoplasty audi  DKW RT175 , rok 1955. Motocykl był w bardzo fajnym stanie. Był wprawdzie malowany ale mechanicznie bez zastrzeżeń. Rewelacyjna kondycja silnika, super kompresja,brakowało kilku detali ale nie były to rzeczy trudne do zdobycia.Niestety motocykl nie był dobrym materiałem do sprzedaży w Polsce.Piszę tak ponieważ po sporym czasie oferowania motocykla na naszym krajowym rynku już nie pierwszy raz  pojawia się kupiec ale zza zachodniej granicy.Szkoda,ale każdy taki przykład daje mi pogląd czego szuka lokalny kupiec a czego absolutnie nie. DKW zaliczył bym właśnie do tych motocykli, które cieszą się słabym zainteresowaniem, bynajmniej model rt175.Tak trochę mam wrażenie,że jest nieco ukierunkowanie i tendencje są stereotypowe jeżeli chodzi o poszukiwaczy.Możliwe,że ludzie wolą kupić coś co jest bardziej popularne „u nas” na naszym podwórku.

DKW RT175, 1955r. DKW to motocykl lekki, niepozorny stąd jak się domyślam niskie zainteresowanie.Cena nie była wysoka dlatego samej ceny nie biorę pod uwagę mając jednocześnie na uwadze to,że jakby kosztował 500 zł to palił by się telefon.Cena nie była tu kluczem, to wiem. Po prostu nie ta bajka dla lokalnych fascynatów motocyklami dlatego musiałem co zawsze jest drugorzędne wyjść z ofertą na inny rynek czyli come back do Niemiec i tak się stało. Zawsze głównym celem jest sprzedaż samochodu czy motocykla na miejscu w Polsce ale jak temat jest nie do ogarnięcia i brak jest chętnych moje kierunki poszukiwania klienta rozszerzają się na europę zachodnią, szkoda ale nie mam wyjścia.Zainteresowanie było zerowe,praktycznie nie było pytań a to się zdarza rzadko w zasadzie zawsze są jakieś ruchy a w tym przypadku były zerowe to info dla handlowców tym tematem. Podsumowując byłem właścicielem motoru przez równo dwa miesiące od 15.10.2013 do 15.12.2013.Kupcy?  Super towarzystwo,międzynarodowa ekipa: Fin (kupujący) i jego koledzy Italiańcy.Zapraszam jak zwykle do rozwinięcia tematu poprzez klik w foto.

 

Mamy niedzielę 05.01. już roku 2014 w tym dniu odjechał ode mnie Citroen Traction Avant BL11 z roku 1952, produkcja Belgia. Samochód przybył ze mną z terenu Kaszub, to tam posiadał go gość, który był właścicielem od lat 80-tych.Samochód kilkanaście lat temu został przez właściciela powierzony nazwijmy to bardzo umownie „lakiernikowi, blacharzowi” do remontu i niestety trafił w złe ręce. Nadwozie zostało sprofanowane przez jego magiczne pełne finezji dłonie. Właściciel dobrze,że zorientował się,że coś idzie nie tak i choć późno to odebrał auto z niedokończonym „dziełem”. Od tamtej pory citroen stał w garażu do mojego przyjazdu w dn. 23.11.2013. Potem, potem nadeszła zima,jak widać za oknami to bardziej wczesna wiosna jak zima i właśnie w dniu tej pięknej zimo-wiosny przybył do mnie Pan Darek z Rogoźna i nabył citroena.Maszyna gościła u mnie jak łatwo obliczyć 43 dni.

citroen bl11 1952r.

Cafe Racer z Polski ? A dlaczego nie – Junak M07 1956 rok  , polski czterotakt, polska moc i potęga tamtych czasów. To nie popierdoła, poważna konstrukcja, chwała PRL za dary motoryzacyjne, które będziemy podziwiać jeszcze przez stulecia. Dziś do podziwiania nie ma nic-  zero. To nie jest komedia, to tragedia.

Motocykl wyjątkowy ponieważ ze ścisłego początku produkcji rok 1956, napisze więcej w zasadzie to początek myśli technicznej przelanej na stan faktyczny czyli na gotowy produkt. Absolutny początek produkcji legendy polskich motocykli jakim jest Junak M07, nieprawdopodobne jest to w jakim stanie zachował się do dziś, jestem bardzo ostrożny w wydawaniu takich tez ale myślę, że to jedyny cywilny czyli wypuszczony do „ludzi” egzemplarz motocykla Junak m07 z roku 1956, który zachował się w takim stanie ze wszystkich jakie zostały wyprodukowane. Bezprecedensowa perełka motoryzacji, czy się to komuś podoba czy nie. Motocykl jest jeden, właściciel też może być tylko jeden i dla wszystkich tych, którzy mają chęć zbliżyć się do tego modelu junaka M07 materiał zdjęciowy w załączniku.

 

DSC_0666Dziś 19.02.2014 w trasę do Szamotuł w woj. wielkopolskim udała się SHL- ka M06T z roku 1960. Motocykl jak zwykle zatrzymany w czasoprzestrzeni czyli nie eksploatowany przez ostatnie kilkanaście lat. Właściciel, który miał motocykl od nowości zmienił w nim cylinder na 175-tkę. Z nowym właścicielem mieliśmy okazje już się poznać około dwa late wstecz kiedy kupował ode mnie silnik do swojej skody octavii. Historia zatacza koło i spotkaliśmy się po raz drugi tym razem przy okazji wymiany shl-ki na pieniądze. SHL M06T 1960 rok

22.02.2014 w tym dniu gościem w Nowej Soli był Piotrek z miejscowości Czacz w Wielkopolsce. Żeby nieco przybliżyć Czacz jest to duże skupisko secondhand-ów ale w wydaniu bardziej użytkowym jak odzieżowym czyli miejscowość gdzie swego czasu było ponad 100 punktów gdzie trudniono się sprzedażą tzw. wystawki z Niemiec. Dziś jest tego znacznie mniej ale mimo to dalej jest to spora cyfra. Tyle o Czaczu teraz przejdźmy do rzeczy, Piotrek przyjechał do mnie nabyć metodą kupna motocykl WSK 175 z roku 1982 i w zasadzie na tym mógłbym zakończyć ale,że interesowało go coś więcej jak wspomniana wsk i chciał zobaczyć co jeszcze mam w swojej ofercie. Zaprezentowałem mu można powiedzieć starszą siostrę wsk-i lub może starszego krewnego w postaci motocykla WSK 125 M06 z roku 1958, dla byczej 175-tki to mogła by być drobna mamusia. Motor miałem jeszcze nie rozpakowany na przyczepie ale spodobał się Piotrkowi i zrobiliśmy dwie pieczenie na jednym ogniu czyli nie jedna ale dwie wsk-i pojechały w kierunku miejscowości Czacz. Wsk- i 175 przedstawiać nie będę, myślę ,że sprzęt jest na tyle znany ,że nie ma takiej potrzeby ale niebieską WSK 125 M06 pozwolę sobie zaprezentować szerszej widowni. Dokumentuję wszystkie te motocykle ponieważ są one pięknie zatrzymane w czasie czyli wyglądają tak jak zostały odstawione wile lat wstecz kiedy właściciele przestali się nimi poruszać.WSK 125 M06 1958 rok Czas niejednokrotnie zrobił swoje i doszło nieco rdzy ale jak motocykl był zaparkowany w suchym miejscu to straszna krzywda już mu się nie dzieje. Tak było właśnie z WSK 125 M06 rok 1958, która w moich rękach była 9 dni i 56 minut. Jak ktoś jest zainteresowany jak obliczam ten czas to przeważnie robię zdjęcie sprzedającemu zaraz po załadowaniu motocykla na mój pojazd. Przy sprzedaży staram się-  oczywiście jak kupujący wyraża zgodę zrobić takie samo zdjęcie ale z kupującym, dokładna godzina tego foto jest potem podstawą do obliczeń. Można to też tak zinterpretować,że jak „oderwę” koła z ziemi macierzystej i zapakuję pojazd na mój samochód (bez znaczenia jest czy to motocykl czy samochód)  jest już w moim posiadaniu, potem to samo dzieje się kiedy kupujący przejmie maszynę na swój pokład wówczas jest koniec przygody.  Same zdjęcia są można powiedzieć jedną historią łączącą sprzedającego, który niejednokrotnie posiadał motocykl od nowości i nowonabywcy,który będzie kolejnym posiadaczem i może kierowcą historycznej maszyny.Ja jestem tylko łącznikiem pomiędzy tymi dwoma osobami. Ponad to przy zakupie same formalności to chwila bardziej interesuje mnie słowo jakie przekazuje mi właściciel maszyny, czyli zbieram na swe uszy historię pojazdu, który kupuję.  Przekazuję ją na uszy kupującego przy sprzedaży oczywiście jak sprzedający chce coś więcej powiedzieć o swoim pojeździe przy sprzedaży.

 

Nietypowy jak na amerykański samochód głównie ze względu na zastosowany silnik boxera jest samochód  chevrolet corvair. W tym akurat przypadku mamy do czynienia z Chevrolet Corvair Cabrio (kabriolet) z roku 1965,który kupiłem w Poznaniu bez serca czyli bez silnika i bez skrzyni biegów. Poza tym w zasadzie samochód braków nie miał. Samochód bez większych zniszczeń oczywiście do renowacji i uzupełnienia braków sprzętowych.Na dzień dzisiejszy mogę napisać,że był w moim posiadaniu ponieważ przeszedł w kolejne dłonie. Nowy właściciel Darek stolarz z zawodu i producent mebli renowacje samochodów wykonuje jako swoje hobby. Do jego kolekcji dołączył właśnie wspomniany chevrolet.chevrolet corvair kabrio 1965, kliknij i zobacz więcej...

 

Mam małe zaległości w uzupełnianiu historii motoryzacyjnej z mojej ręki i cofając się w czasie do lutego tego roku muszę wspomnieć o motocyklu DKW NZ350 rok 1938. Motocykl zakupiłem na śląsku w miejscowości Czeladź od pana Tadeusza . Motocykl był niekompletny jak widać na załączonej galerii.Nowonabywcą został pan Krzysztof z woj. mazowieckiego. Celowo łączę ten temat z kolejnym dkw, które „pojawiło się” u mnie w czerwcu. Motocykl jest z tego samego roku produkcji co wspomniany model NZ  i tym razem to DKW SB250 rok 1938.

Egzemplarz również niekompletny jednak szkielet jest zachowany w bardzo ładnym stanie i co najważniejsze został kupiony od właściciela pana Stanisława, który jeździł motocyklem.Pan Stanisław zamieszkuje województwo pomorskie w miejscowości położonej na wzniesieniu z której pięknie jest widoczny nasz Bałtyk. Oba motocykle reprezentują podobną konstrukcję dkw z okresu wojny.

 

Jadąc po ten właśnie motor „nadziałem się” na dwa krajowe absurdy, jeden dotyczył gminnego fotoradaru drugi opłat pobieranych przez koncesjonariusza na autostradzie amber one. Oba debilizmy choć innego typu to mają wspólny mianownik dotyczą kierowców a konkretnie grabienia ich z pieniędzy, dosłownie. Wydymać klienta na kasę, okraść w biały dzień i co najstraszniejsze wszystko w zgodzie z funkcjonowaniem naszego chorego kraju to motywy przewodnie tych dwóch przedsięwzięć zarobkowych. Więcej – zapraszam.

Dziś 05.07.2014 opuścił mnie mój kumpel rekin a konkretnie BMW E21 316 1983 czyli tzw. rekin właśnie. Przybył do mnie z miejscowości Reda, można napisać prawie sama północ Polski. Docelowo udał się w bardziej górzysty teren na południe Polski do Żywca gdzie piwo się czyni ale co muszę niestety dodać (poza tematem) -nie trawię tego produktu. Konkretnie dotyczy to piwa Żywiec właśnie, nie mam pojęcia cóż takiego jest w tym piwie ale wyjątkowo mi nie smakuje i zawsze efektem końcowym picia był paw lub co najmniej złe poczucie samo.

bmw e21 rekin, 1983r.Wracając do tematu motoryzacyjnego, wyjątkowo zdziwiony (to małe słowo) wręcz nawet chyba zaszokowany byłem słabym zainteresowaniem tym autem. Zresztą ten sam przypadek był podczas próby sprzedaży innego auta jakim jest volkswagen scirocco , rok 1985 ,poj.1600ccm, z automatyczną skrzynią biegów.

Mam wrażenie,że my tzn. ogólnie polacy a konkretnie miłośnicy motoryzacji wiekowej nie jesteśmy jeszcze przygotowani na to,że to jest inny rodzaj motoryzacji jak zakup auta współczesnego. Myślę,że te chore nawyki, które mamy z wyszukiwania a potem z zakupów aut współczesnych udzielają się bądź wręcz dominują przy chęci zakupu auta czy motocykla starego. Choć co muszę podkreślić, że zainteresowani starymi motocyklami są jakby bardziej wyedukowani i bardziej obyci w temacie, jednak w kontakcie z klientem „motocyklowym” dominuje wyższa kultura klientów. Nie pisze tu o samym docelowym kliencie, który kupuje sprzęt bardziej o tych, których napotykam podczas oferty sprzedaży czyli teoretycznych i potencjalnie zainteresowanych.

Jednak ogólnie podsumował bym to w ten sposób, jeszcze w narodzie nie ma wiedzy jak poruszać się podczas poszukiwania motoryzacji starej. Niestety przeciętny Kowalski, który nagle wpada na pomysł,że kupi sobie coś starego myśli,że zakup takiego pojazdu to to samo co zakup golfa tdi czwartej generacji czy innego pojazdu nazwijmy to współczesnego gdzie dominuje jedno wielkie oszustwo i chamstwo.  Taki Kowalski myśli,że sprzedający są ustawieni w rzędzie tak samo jak ci , którzy oferują w anonsach passaty tdi. Niestety tu się grubo myli. Brak pokory dla faktu ,że to co poszukujemy samo w sobie już stanowi wartość nie tylko materialną ale i historyczną. Z takim podejściem jeszcze bardzo długo nasz „Kowalski” nie kupi sobie wymarzonego starego auta czy motocykla. Czas akurat w tej dziedzinie motoryzacji to dosłownie pieniądz czyli im więcej go mija -minęło tym pieniądze, które trzeba zapłacić za fanta są poważniejsze. Celowo użyłem słowa poważniejsze ponieważ właśnie ten statystyczny Kowalski myśli wciąż, że jak sobie pomyśli kupuję starocia to „wchodzi” do internetu wybiera sztukę i kupuje. Kupuje, inaczej chce kupić ale na jego warunkach tych samych , które stosował przy zakupie wspomnianego passata tdi.

Niestety i tu niespodzianka dla Kowalskiego i ściana myślę ,że niejeden się rozczaruje jak mocno będzie musiał zmienić swoje podejście do tego tematu, albo inaczej stosując te metody czyli aby taniej to owszem poszaleje- jest to możliwe ale lekcja jaką dostanie kupując śmiecia raz na zawsze zmieni jego myślenie.

Tu baty jakie można otrzymać po „ciekawym” zakupie są tak kosztowne,że można już z tego nie wybrnąć chyba,że trafimy przy próbie pozbycia się śmiecia na takiego samego barana i cwaniaka jak my.

Wciąż dominuje w narodzie przekonanie,że jak coś zechcą nabyć choćby z okresu prl-owskiego to po prostu nie ma z tym problemu a ceny przykładowo motocykla wsk to 500 złotych – no, ok w porywach jak jest nowa to maks 1000 złotych. Jezu jak ten czas szybko leci i nie widzimy tego,że myślenie w naszych głowach jest z okresu około 10 lat wstecz kiedy istotnie tych pojazdów nawet najbardziej popularnych było pod dostatkiem tzn. podaż była większa jak popyt. Dziś?  Panowie otrząśnijcie się  z tego kurzu, otrzepcie liście z ramienia. Raz,że przez dziesięć lat na waszych głowach pojawił się szron a u niejednego błysk glacy zamiast bujnego i twardego jak włos łonowy zarostu to dwa,w dobie całej masy programów emitowanych w tv z tematyką motoryzacyjną szczególnie starą  z krajów gdzie ten rynek jest mocno rozwinięty nie ma już nawet miejsca na wasze dziwne wymagania pod tytułem zakup auta czy motoru za podłe pieniądze. Raz na zawsze proponuję odpędzić ze swej głowy ceny z setkach a przygotować się na tysiące złotych, które należy wydać za historię.

Nawet jak ktoś wątpi w to co tu piszę, choć popieram to moimi wieloletnimi obserwacjami rynku nie tylko wróżbami to proszę zrobić następujący eksperyment na własną rękę. Do eksperymentu będziemy potrzebować – minimum umiejętności matematycznych, w zasadzie wiedza ze szkoły podstawowej powinna wystarczyć, komputer i łącze internetowe.

Wejdźmy teraz na popularna stronę z motoryzacją, może bazujmy na wsk, na najbardziej popularnym wiejskim sprzęcie kaskaderskim. Proponuję wsk ponieważ chcę oszczędzić zdziwienia wykonujących eksperyment bo jakbym podał np. osa czy nawet stara wfm to mógłbym mieć kogoś na sumieniu. Do rzeczy wbijamy „wsk” wśród oferujących motocykle, co widzimy? Oferentów po pierwsze jest garstka! Jedna strona.Jak to możliwe, przecież wsk to najbardziej popularny motocykl, który w skali masowej zmotoryzował Polskę, latali nim w miastach ale z jeszcze większą namiętnością na wsiach, które miały problemy z komunikacją. Więc gdzie to wsk? Gdzie te super egzemplarze ? Nie ma, Nie owszem jest w przeważającej większości masa wraków, zlepionych jedna z kilku, na które w tej chwili nikt nie chce splunąć choć i to się zmieni niebawem. Gdzie te wsk-i, których jeszcze nie tak dawno były rozlewiskiem w internecie i można było wybierać w roczniku i w stanie technicznym. Nie ma, to samo dotyczy każdego innego pojazdu choćby z okresu prl-u. Co bardziej kumaci zrozumieli ten rynek już lata wstecz i zaczęli się zbroić w fanty i wykupować wszystko co pojawiało się i zasługiwało na uwagę. Dziś owszem oferty są ale logiczne jest, że lata mijają i zdecydowanie popyt przewyższa podaż. Skąd mają się pojawiać kolejne egzemplarze dobrze zachowanych egzemplarzy lub w ogóle egzemplarzy kiedy pokolenie, które je posiadało albo nie żyje albo jak coś mieli to dawno sprzedali , oddali na złom lub oddali wnuczkowi,który pojęcie co to jest internet poznał szybciej jak słowo „kurwa”. Wnuczek albo się przyzwyczaja i nie pozbywa się sprzętu po dziadku z sentymentu albo jak coś dorwie to sprzeda ale cena już nie jest dziadkowa.

W dużej przewadze wszyscy ci co namiętnie skupują sprzęt stary to już się go nie pozbywają lub jeśli nawet to ceny są adekwatne do modelu jaki posiadają i do realiów wyceny starych pojazdów na pewno nie na bazie marzeń przeciętnego kupującego, który chce darmo. Najwyższy czas, żeby społeczeństwo nieco się ogarnęło w tym temacie i zaczęło szanować to co stare a z szacunkiem idą pieniądze, duże pieniądze nie podłe kilkaset złotych, które dziś to można dać za dobre adidasy renomowanej marki a nie za np. motocykl, który przetrwał do dziś  40 czy 50 lat!   „Tysiące”- to są słowa, które każdy kto będzie chciał kupić cokolwiek ze starej motoryzacji powinien znać jako pierwsze przed chęcią zakupu- tysiące złotych! Setki owszem, można przygotowywać na poszczególnie podzespoły, detale i drobne prace przy renowacji, która w skromnym wydaniu np. renowacji samochodu to jest około 20 tysięcy złotych,żeby pojazd w miarę przyzwoicie wyglądał i można było się pokazać na rewirze wśród prezentujących inne pojazdy zabytkowe, bez obciachu i zażenowania.

Ja oczywiście nie próbuję być mądrzejszy od kogokolwiek ale możliwe,że trzeba rozszczelnić nieco umysł przeciętnemu kupującemu skąd bierze się ten mechanizm braku towaru i niepokojącego braku ofert odpowiadających portfelowi przeciętnego kupującego. Tzn. portfel pewnie cienki nie jest ale chęć wydania z niego jak najmniejszej sumy góruje nad logicznym myśleniem, które jednak w przypadku starych pojazdów powinno dominować, bo czas działa na niekorzyść ewentualnego kupującego. Dokładniej tak po prostu? To proszę niedawno syrenę 105, czyli drogowy obciach lat 90-tych , kiedy to masowo wypierały ją jakiekolwiek byle bardziej kanciate konstrukcje jeszcze niedawny czas wstecz można było kupić za niewielkie pieniądze nawet tysiąc, może dwa dziś ze świecą szukać syreny w ogóle w godziwym stanie ale jak takowa jest to kwoty zbliżone do 10.000 złotych to norma. Za kilka tysięcy też kupimy ale wersję pół na pół. Połowa rdzy połowa samochodu czyli coś co w przypadku syrenki jest przerostem formy nad treścią czyli renowacja takiej perełki może okazać się tak kosztowna,że aż nie opłacalna.

 

Zaległości są naprawdę duże z mojej strony, dziś mamy 23.11.2014. Nie wiadomo od czego rozpocząć kontynuacje ale chyba po kolei.volkswagen scirocco 1985 ,1600 ccm, automatyczna skrzynia biegów,kliknij po więcej...

Wrócę do tematu volkswagena scirocco z roku 1985 1600ccm , którego posiadałem dość długo bo kilka miesięcy, dokładnie ooooo…  i teraz jestem sam w szoku jak dokładnie sprawdziłem. Dokładnie nabyłem vw na terenie Niemiec w dniu 29.10.2013 roku a sprzedałem już w Polsce w dn. 01.09.2014 roku czyli trzech dni zabrakło do rocznicy posiadania.

Czy był to zły okres? Niepokojący? Ależ skąd! Wesoły tak jak banda wesołych romków, którzy dzwonili w sprawie chęci zakupu tegoż klasyka. Docelowo jak wszystko, samochód znalazł nowego właściciela i bynajmniej nie człowieka, który zwariował,że ten egzemplarz nabył. Nie wręcz przeciwnie napisał bym,że człowiek o większym doświadczeniu w motoryzacji starej ode mnie, większej wiedzy,dlaczego kupił? No przecież nie z litości tylko z realnego podejścia do tematu. Realnego czyli w pełni światłego i wyedukowanego na dzisiejsze czasy.Więcej w tym temacie myślę będzie lepiej przy okazji prezentacji modelu na foto, zapraszam.

Nieco przeskakując w dniu 27.06.2014 r. w Gdańsku od Pana Czesława zakupiłem samochód polonez 1500 rok 1982 w doskonałym stanie. Niewielki przebieg 28.290km to jedno ale determinacja właściciela,żeby samochód był zachowany w tym stanie a nie innym to drugie. Docelowo samochód z północy przeniósł się południe czyli na Dolny Śląsk, dokładnie do jego stolicy czyli do Wrocławia. Nowy właściciel to Pan Radek.Polonez 1500, 1982 rok, kliknij po więcej... Co tu dużo pisać, naprawdę piękne auto. Myślę realnie ,że niewiele Polonezów zachowało się w podobnym stanie,proszę zweryfikować własnymi oczyma.

W zasadzie tu nie pokazuję w ogóle nie swoich eksponatów robię jednak wyjątek i celowo tuż obok poloneza z 1982 roku przedstawiam prawie nowego poloneza 1500 z roku 1985, przebieg od nowości nieco powyżej tysiąca kilometrów. Jest okazja ,żeby porównać trzy lata różnicy w produkcji tego samego auta. Co ważne oba polonezy są absolutnie w stanie fabrycznym bez żadnych zmian od nowości. Jedyny minus, że zdjęcia poloneza z 1985 roku są zrobione z perspektywy ciasnego garażu w którym stał. To w związku z tym,że auto jak wspomniałem nie było moją własnością choć oczywiście jak widać na załączonych obrazkach (mojej produkcji) byłem zainteresowany zakupem.

12.12.2014 roku będzie dla mnie pamiętna datą, opuścił mnie wieloletni przyjaciel Mercedes Benz W140 600SEL V12 , rok 1993. Sprzedałem samochód choć wcale z tego powodu nie jestem zadowolony i dziś jest 22.12 minęło 10 dni i dalej to do mnie nie dochodzi. Wszystko poszło tak lawinowo szybko,że nawet nie zdążyłem zrobić mu większej ilości zdjęć. Oczywiście samochód nie był pozbawiony wad co dodatkowo potwierdzili w serwisie mercedesa , w którym byliśmy z kupującym w dniu sprzedaży jednak to dla mnie nie miało znaczenia. Wady choć może nie tanie do usunięcia można bez problemu usunąć to były zużyte części zawieszenia a auto było piękne w pełnym tego słowa znaczeniu. Przyzwyczaiłem się do niego dość mocno, sprzedaży w ogóle nie przemyślałem a jak doszło do konkretów sumienie nie pozwalało mi się wycofać. Pieniądze? pieniądze w takich przypadkach nie mają żadnej wartości i tak uważam,że ten piękny i doskonale rokujący klasyk był wart dużo więcej. Jestem przekonany,że nowy właściciel Marek odpowiednio o niego zadba i przywróci mu pełnie, nie sił bo sił muMercedes Benz W140 600SEL V12, 1993 rok nie brakowało w ogóle ale do 100% sprawności własności jezdnych trzeba nieco zainwestować pieniędzy i serca. Będzie błyszczał na ulicach Poznania i w tym konkretnym modelu myślę bez przesady,że konkurencji nie będzie miał żadnej.

 

 

W dniu 13.11.2014 roku w dniu swoich urodzin Pan Antoni z Sosnowca sprzedał mi swój samochód Syrena 105L , rok 1976.

Syrenka niech chciała długo gościć u mnie w mych skromnych progach i ja ją nawet rozumiem, warunki nie są idealne.  Po 11 dniach, 21.11.2014 roku znalazła nowego właściciela w województwie zachodniopomorskim w okolicy Gryfina gdzie mieszka Zbyszek, który syrenkę chce doprowadzić do perfekcji i ja mu tego życzę jednocześnie czekając na efekty końcowe prac. Na początku tej drogi otrzymała królewskie miejsce w garażu.Syrena 105L, 1976 rok ,oryginalny stan, kliknij po więcej...

W dniu 08.12 był u mnie Piotrek ze Śmigla, z którym już miałem okazję robić interes przy okazji sprzedaży dwóch ws-ek, opisywanych powyżej. Tym razem zakupił motocykl SHL M17 GAZELA z roku 1969. Bardzo ładny stan zachowania fabryczna w 100%. Nie ma nic lepszego dla mnie sprzedającego jak powracający klient, daje to nadziej na przyszłość ,że kierunek, który obrałem ma sens.

 

SHL M17 Gazela, 1969 rok , fabryczny stan,kliknij i zobacz więcej.No, moi mili parafianie będzie o syrence 104 z roku 1969. Historia ciekawa nie ze względu na syrenkę ale na jej właściciela pana Stanisława. Jeżeli chodzi o syrenkę to może nie imponowała swoim stanem ale nie o to tu chodziło. Proszę sobie wyobrazić,że pan Staszek od 35 lat eksploatował syrenkę jako samochód do jazdy na co dzień. Po zakupy, do lekarza i do kościoła, dosłownie to są jego słowa i bynajmniej nie pokazać się podczas przejazdu ale celem był dojazd do celu.

Ja bez przesady śmiem twierdzić,że na dzień 20.03.2015 roku nie ma w naszym kraju drugiej osoby ,która jeździła by syrenką od tak wielu lat traktując ją jak samochód do codziennej jazdy a nie jako syrenkę klasyka. Owszem zdaję sobie sprawę,że współcześni zamożni nabywają syrenki, dopieszczają je i jak już to od święta wyjeżdżają nimi na szosę. Ok niech będą i tacy,którzy po renowacji postanowili takową poruszać się faktycznie na co dzień (choć wg. mnie jako jedyne auto nie realne) . Nie wiem na ile to działa ale ponoć pan Okrasa porusza się syrenką. Do końca nie wiem jak jest to w praktyce ale mimo wszystko myślę ,że nawet jak używa to sezonowo, po drugie to syrena 105 a nie 104. Kolejna sprawa,że syrenką w latach 91/92 miałem okazję się poruszać na co dzień i nie był to łatwy samochód, mam na myśli częste awarie a na dalszy wyjazd zawsze trzeba było mieć w gotowości narzędzia ponieważ bez przygód syrena nie jechała, doskonale znam to z autopsji. Miało to swój urok owszem ale powiedzmy szczerze awarie utrudniały codzienną eksploatację. W dzisiejszym ogólnym pośpiechu misja niemożliwe. A tu proszę Staszek jeździł syreną 104 jak to się mówi świątek, piątek i niedziela, jak tylko była potrzeba. Bardzo dużo zawdzięcza miejscu zamieszkania, jednak mała miejscowość bardziej sprzyja zachowaniu swoistego klimatu dnia, dodatkowo nie było zapotrzebowania na długie trasy. Ogólnie wiele dodatkowych okoliczności przyrody i życia ułatwiły funkcjonowanie z syrenka na co dzień.  Stanisław , Staszek lub dla świata Stanlej jest wg. mnie wyjątkowy i dla mnie przechodzi do historii polskiej motoryzacji jako człowiek najdłużej eksploatujący syrenę 104 w ruchu cywilnym, w jego przypadku było to 35 lat.  Mało tego, mając wyobraźnię i wiedzę w tym temacie obstawiam niemal w 100%,że się nie mylę.

Od tego samego Staszka pochodził motocykl WSK 175 Kobuz z roku 1979, który to Stanisław posiadał od nowości. Nie kombinowany, nie przerabiany, w fabrycznym stanie, z plombą na silniku. Zarejestrowany i ubezpieczony, natychmiast gotowy do wyjazdu z zagrody. Nawet tak wytrwałego ostatniego prawdziwego jeźdźca PRL-u dopadło marzenie posiadania pojazdu bardziej z naszych czasów. Sprzedając mi te pojazdy można powiedzieć,że Staszek zamknął bezpowrotnie pewien etap życia, jednak bez wątpienia zasłużył na miano MOTORYZACYJNEGO KRÓLA PRL-u. Zanieście historię Stanisława na swych ustach w swe gminy, powiaty , miasta i wsie , nieście i radujcie uszy słuchaczy na festynach , w pubach i podczas lokalnych meczy, gdzie sędzia to standardowo „stary ch.j”. Bądźcie nosicielami pozytywnej nowiny z dziedziny motoryzacji, nasz wspólny , krajowy mistrz Stanisław na to zasłużył.

Każdy z prezentowanych pojazdów ma swoją historię połączoną z jego właścicielem, każda jest ciekawa jedna mniej inna więcej ale jak dotąd to Stanisław przypadł mi najbardziej do gustu. Jako jedyny tak długo eksploatował swoje maszyny w ruchu cywilnym co jest już nie spotykane.

Oto ON jego niebieska świątynia i Wsk kobuz, mamy 2015 rok a Staszek ma zestaw o jakim marzył każdy Prl- owski ogier, wówczas jeszcze nie było kozaków.

 

 

Stanisław, Król motoryzacji z PRL-u i jego syrena 104 i wsk kobuz.

 

Kolejne auto jakie możliwe,że zainteresuje oglądających to Volkswagen Jetta z roku 1980 ( początki produkcji modelu) . Samochód od listwy w górę z oryginalnym lakierem w dół był malowany, jednak jako całość zachowany w bardzo fajnym stanie ale przede wszystkim nie przerabiany , nie zniszczony przez „majstrów”. Silnik 1300ccm, automatyczna skrzynia biegów co  już drugi raz to pisze przy okazji auta dodaje mu wg. mnie dodatkowego uroku i wyjątkowości. Środek, wnętrze wręcz piękny oryginalny stan a trzeba wiedzieć,że auto było całkowicie normalnie eksploatowane na co dzień a nie stało pod „kocem” więc przy okazji szacunek dla właściciela pana Mirka z stolicy Wielkopolski czyli Poznania, którego poznamy na zdjęciach. Auto pojechało na własnych kołach również do stolicy, tak starej stolicy Polski a dzisiejszej Małopolski czyli Krakowa, gdzie będzie uświetniać kolekcję samochodów z grupy VAG pewnego kolekcjonera.

 

Już niebawem kilka słów o tym gdzie znajdziemy syrenkę 101.Może inaczej Wieluń na Dolnym Śląsku to miejsce postoju syrenki , tak sobie stała i czekała na mnie. Docelowo Wschowa będzie ją podziwiać, tak podziwiać syrenek tego typu 101 nie zostało wiele choć oczywiście są obecne. Ja myślę,że kilkadziesiąt w sumie może istnieje w różnym stanie ale istnieje. Z tym ,że kilkadziesiąt to może być np. 20 i 90 sztuk to ja jednak obstawiam ,że jest to cyfra dużo poniżej 50. W tym znajdują się również te jeszcze nie ujawnione oficjalnie ,które jeszcze czekają na mnie ale spokojnie dojdziemy do nich i wówczas zdam relację dlaczego i gdzie tak długo się ukrywała.

Tymczasem przedstawiam bardzo bogatą w obraz historię  mikrusa mr-300 z roku 1959 numer nadwozia 553. Na zdjęcia samochodu  Mikrus mr-300 , rok 1959 zapraszam już teraz. Tam szczegółowa historia tego egzemplarza, który przebył ze mną  drogę z Podkarpacia na Ziemię Lubuską choć docelowo nie będzie to jego dom to pojechał na Mazowsze do Radomia. Jest również inna ciekawostka dla miłośników rękodzieła artystycznego myślę,że to nie lada gratka.  Pan ,który tworzy obrazy używając uwaga – słomy ! Bardzo ciekawa sprawa, nigdy wcześniej się z takimi pracami nie spotkałem. Niegdyś moja mama prowadziła sklep cepelia ja dosłownie widzę te prace właśnie w takim miejscu.  Może jest osoba, która prowadzi tego typu działalność i zainteresuje się pracami Pana Andrzeja. Proszę wierzyć efekt końcowy robi wrażenie, nie blefuję, tym bardziej, że robota jest całkowicie ręczna, czasochłonna i nie ma dwóch jednakowych obrazów. Tematyka prac zapewne mogła by się zmienić według zapotrzebowania.

Co mamy następnego ? WSK 125 M06 ,rok 1957. Przybyła z miejscowości Jaworzno gdzie mieszkał pan Jan, który zakupił wskę jako nową. Zakupił może trochę nie odpowiednie słowo w tym przypadku. Pan Jan był pracownikiem kopalni węgla kamiennego „bierut” otrzymał motocykl z przydziału kopalnianego. Śląska siła napędowa narodu Polskiego musiała czymś do pracy dojechać, górnicy byli wówczas priorytetem. Swoja drogą,że za motor trzeba było zapłacić ale to wcale nie znaczy,że motocykle były dostępne w sprzedaży „na zawołanie” dlatego ten przydział z kopalni , która organizowała sprzedaż. Fajnie,że pan Jan zachował już historyczne dokumenty motocykla praktycznie od zakupu do końca eksploatacji. To ciekawy element motoryzacyjnej historii prl-u. 25.06.2015 Wsk przemieściła się z Kamilem nowym właścicielem do Żyrardowa.

Może WSK 125 z roku 1974, nie jest czymś ekstra specjalnym ale to również motoryzacyjna historia polski, w tym przypadku o tyle ciekawa,że będzie upiększać szosę w Wielkiej Brytanii. Właśnie tam pojechała do nowego właściciela pana Darka. To pokazuje ,że Polacy na dobre aklimatyzują się w innych krajach.  Z jeden strony szkoda,że muszą opuszczać ojczyznę ale z drugiej jak już podjęli taką decyzję to dobrze,że zaczynają czuć się dobrze, nie są skrępowani i zakompleksieni, nie myślą już tylko o zarabianiu pieniędzy ( tylko praca-dom ) ale realizują swoje marzenia i zagospodarowują swój wolny czas po pracy. Tak trzymać, niech angole podziwiają, myślę ,że jak na tamte lata wcale nie było się czego wstydzić.

 

      Idziemy dalej za ciosem.. Przedstawiam kolejną legendę z czasów PRL-u  WSK M06 z roku 1974, prawie nowy sprzęt dosłownie, przebieg od nowości dokładnie 2.154 km. Wsk-ę posiadał Pan Adam marynarz z Gdyni, który bardzo rzadko się nią przemieszczał, w zasadzie symbolicznie. Częściej od właściciela wską jeździł jego tata również marynarz od którego wcześniej miałem okazję kupić również ekstremalnie eksploatowany samochód Fiat 126p z roku 1979 i przebiegiem od nowości dokładnie 9.327 km! Obaj Panowie po pierwsze z racji zawodu niewiele bywali w domu po drugie środki komunikacji lądowej ich nie porwały. Tym sposobem mieli w swoich zasobach  dwa prawie nowe pojazdy Wsk z 1974roku  i Fiat 126p z 1979 roku.  Wsk pojechała w podróż do Łodzi do pana, który dosłownie lat wstecz kilka kupił ode mnie NOWĄ wsk z tego samego roku 1974.  Mój rocznik swoja drogą.  Zdjęcia są do Waszej dyspozycji.

Teraz parę słów o maluchu, tak tym samym co opisywałem na górze z Gdyni czyli taty Pana Adama od wsk-i. Jest zachowany w oryginalnym stanie, już pomijam, że nic nie było w nim zmieniane -to znaczy olej raz był przy 2500 km jak jest wpisane w książkę ale nic poza tym . Ten sam olej jest w silniku do dziś, pasek klinowy pirelli od nowości ten sam, akumulator był w latach 80-tych już wymieniany ale oczywiście nie wytrzymał napięcia do dziś i został zutylizowany. Kupiłem nowy ale rozrusznik tak się zastał,że nie ma swojej dynamiki ruchów i nawet nie mam ciśnienia na jego naprawę. Czeka na swojego nowego właściciela, jak kupujący zażyczy sobie bezwzględnie samochód odpalić to zrobię wszystko, żeby silnik samochodu ruszył. Jednak z autopsji wiem ,że większość osób kupujących klasyka ten zakres robót chce zrobić sama, dlatego ja nie wyrywam się przed szereg i jestem spokojny w tym zakresie. Fajny samochód z historią również widoczną na samochodzie ponieważ pan Kazimierz właściciel malucha no delikatnie pisząc mistrzem kierownicy nie był i ta jazda mu nie szła co widać w kilku punktach karoserii, ma to swój urok. To, że nie był mistrzem kierownicy i jazda go nie porwała widać po ilości przejechanych kilometrów. Ja każdy pojazd postrzegam jako historię motoryzacji ale i historię człowieka, który ją eksploatował, wielokrotnie to podkreślałem choćby nie tak dawno przy okazji Syrenki 104 i Wsk Kobuza szanownego Pana Staszka. Więcej o fiaciku wkrótce, dziś w sumie jeszcze nie posiadam fajnych zdjęć ale jest w dziale sprzedam.

Teraz trochę zmienimy motoryzacje na Niemiecką, Volkswagen Golf z roku 1977, 1500ccm diesel, będzie kolejnym bohaterem opowieści dziwnej treści. Jest w tym jakaś klasyka, że jeszcze coś nie działa do końca dobrze na rodzimym rynku. Zawsze cokolwiek opisuję bazuje na swoich doświadczeniach, nie na historiach i opowieściach z krypt lub jak kto woli bezpośrednio z dupy. Było kilka aut i motocykli też, które nie chciały się zasymilować z polskim kupcem. Nie chodzi o to, że coś jest sprzedawane poza granice – bo docelowo tak jest ale o samą atmosferę wokół sprzedawanego pojazdu.  Nie inaczej było w przypadku golfa jeden z roku 1977. Po auto zgłosili się jego rodacy czyli Niemcy, w Polsce prze okres w którym proponowałem go do sprzedania, od maja tego roku docierały do mnie różne propozycje  ok 1000 – 1500 złotych. Śmiać mi się chciało, byłem spokojny o dalsze losy golfa bo cóż miałem począć z tymi nieszczęśnikami i ich wiedzą. Kilka litrów wody w klozecie będzie musiało popłynąć, żeby zrozumieli dlaczego coś kosztuje więcej , dużo więcej jak sobie wymyślili, że jest warte. Nie chodzi tu nawet o samego kupca czyli osoby chętnej do zakupu – tą jestem w stanie nawet lekko zrozumieć po prostu chce kupić za podłe pieniądze i a nóż się uda, chodzi mi o fachowców „wyceniaczy” ! ( dziwne słowo powstało)  Przekładam dalszą część tej dyskusji na stronę już w temacie golfa.

Teraz, teraz o moim prywatnym „złotym pociągu”, tak miałem okazję posiadać a dlaczego nie. To żarty oczywiście, złoty  pociąg był ale już go nie ma tak jak Volkswagen golf z artykułu powyżej również pojechał do Niemiec tym razem do Dortmundu. Ale krótko było z nim sympatycznie jako eksponat na dachu, no tak nie przedstawiłem co kryło się pod psełdonimem „złoty pociąg” , to Opel Olympia Cabrio z roku 1938. Mocno zdemolowany przez  głównie niedobrych ludzi, bo jak coś przecież stoi wiele lat nie używane i nie jest moje to można kopnąć, oderwać, wygiąć, zdemolować ale również sam czas dał mu się we znaki, ogólnie big korozja. Jednak dla mnie miłośnika motoryzacji to cały czas samochód choć mocno nadgryziony to jednak samochód i jak się okazuje nie tylko ja tak uważałem ponieważ dwóch klientów z Niemiec również tak uważało. Pisze dwóch nie przypadkowo, taki los, że nieoczekiwanie w jednym czasie zgłosiło się dwóch chętnych na zakup, jeden ze Stuttgart-u a drugi z Dortmundu. W związku z tym, że Opelek był niestety jeden to potraktowałem to, że kto pierwszy wpłaci pieniądze ten kupuje i tak było. Szybszy był Pan Philipp z Dortmundu i to do niego wiozłem brykę. Pan Zoli ze Stuttgart-u nie był pocieszony ale utrzymujemy kontakt i czuję, że moja noga tam jeszcze będzie.

Volkswagen Garbus 1962 rok

Volkswagen garbus z 1962 roku 1200ccm, 34PS ,tak jak szybko pojawił się w mojej stajni tak szybko ją opuścił. Nawet nie zdążyłem zrobić porządnej galerii zdjęciowej, owszem zdjęcia mam ale były robione na szybkiego pod życzenie klienta ,żeby pokazać złe strony garbusa i tak to wyszło. Ja nie ukrywam nic i nie upiększam samochodów w opowieściach telefonicznych czy w zdjęciach choć teraz już nie ma to znaczenia i większość zdjęć już usunąłem . Wszystko jest podane z pełnym dobrodziejstwem inwentarza czyli są dobre ale i oczywiście jak to zwykle bywa w motoryzacji klasycznej złe strony. Mimo wszystko garbus wg. mojej oceny był godny uwagi , po pierwsze oryginalny , nie przebijany jak niestety większość oferowanych w Polsce. ładny rocznik a jak wiadomo w garbusach rok dwa do tyłu robi wielką różnicę w modelu i w wyglądzie karoserii. Naturalnie ,że samochód kwalifikował się do  renowacji ale podsumowując całość jako materiał to oceniam go bardzo dobrze. Zresztą nie mnie oceniać bo choć robię to obiektywnie, zawsze najważniejsza jest tu rola kupującego. Jak pokazała historia tego modelu w moich rękach , kupujący szybko docenił to auto i garbaty dokładnie po trzech pełnych dobach w Nowej Soli przeniósł się w łódzkie. Kamil z Tomaszowa Mazowieckiego to nowy właściciel auta.

Pierwszym właścicielem pięknej maszyny jaką jest Skoda Octavia Super z roku 1961 był Pan Józef z Katowic. Dokładnie został jej posiadaczem w dniu 29 czerwca 1961 roku płacąc kwotę 98.500 złotych. Osobiście nie miałem okazji poznać samego Pana Józefa ale pozostawił po sobie taki ład i porządek, że można doskonale zdiagnozować jaki miał stosunek choćby do motoryzacji. Pierwszy raz spotkałem się z takim porządkiem w prowadzeniu dokumentacji samochodu. Lata wstecz jeszcze nie istniały książki serwisowe ale Pan Józef w przygotowanym zeszycie dokonywał skrupulatnych wpisów dokładnie co, kiedy i przez kogo było naprawiane, poza tym dokładny  przy jego skodzie. W ten sposób powstała bardzo precyzyjna historia eksploatacyjna auta od dnia zakupu do końcowego postawienia auta w garażu. Poza tym sam wygląd samochodu pomimo,że miał przejechane ok 140.000 km wiele świadczył o właścicielu. wkrótce cd.

Skoda Octavia Super 1961 rok 1200ccm

Wkrótce Fiat 125p, rok 1970 , motocykl BSW silnik sachs 100 , rok 1937, zastava 750 rok 1967 , wiele instrukcji fabrycznych do polskich motocykli i samochodów , po prostu nie ma czasu to raz dwa nie ma motywacji

KontaktSprzedajesz klasyka
Power by

Download Free AZ | Free Wordpress Themes